Zestawienie najlepszych płyt za rok 2019

GUITARRIZER

W ujęciu całościowym, muzycznie rok 2019 był - uwaga, uwaga! - jeszcze bardziej udany jak jego poprzednik, nie dziwi więc fakt, że odnajdziemy w nim co najmniej kilkanaście/kilkadziesiąt godnych uwagi płyt. Mimo leniwego startu z pewnością nadrobił sporo w okolicach jesieni, kiedy to zacne dzieła zaczęły sypać się jak liście z drzew. Zaskakująco dużo wydano instrumentalnych albumów gitarowych z gatunku "shred", wiele z nich przypadło mi mocno do gustu. Wygląda na to, że dzieła wioślarzy wracają pomału do łask. Wciąż dużo wychodzi krążków retro classic rockowych i tu też coś powalającego na kolana na miarę ubiegłorocznych Graveyard czy Greta Van Fleet się znajdzie, ale o tym za chwilę. Wyszło naprawdę sporo melodyjnego hard/hair metalowego grania oraz AOR-u i tu będzie w czym wybierać. W progmetalu co nieco dobrego się znajdzie, choć już nie tak genialnego. Czego zatem warto było posłuchać?

Crazy Lixx - Forever Wild

1. Crazy Lixx - Forever Wild

Najlepszy album Crazy Lixx od czasu "New Religion" i w ogóle najlepszy ich album! Wyrasta godna konkurencja dla H.e.a.t i Eclipse. Niesamowita dawka melodii, fajne gitarowe riffy, doskonałe solówki, dodatkowo kapitalny teledysk do utworu "Silent Thunder" mocno osadzony stylistycznie w latach '80 ubiegłego wieku. Krążek z gatunku "Musisz mieć".

Kadavar - For The Dead Travel Fast

2. Kadavar - For The Dead Travel Fast

Na scenie stoner rocka Kadavar to jeden z najciekawszych jej przedstawicieli. Po dwóch słabszych w mojej ocenie dziełach, okultyści z Berlina znów raczą nas swoją wizją magii brzmień lat '70. Takich numerów jak "Evil Forces", "Dancing With The Dead" czy "Demons In My Mind" mógłbym słuchać bez końca.

Queensrÿche - The Verdict

3. Queensrÿche - The Verdict

Grupa z Toddem La Torre za mikrofonem (i przy okazji za perkusją) okrzepła i prezentuje kolejny dobry album po udanym "Condition Human". Oczywiście zawsze znajdzie się grono malkontentów z uprzedzeniami, ale kogo to obchodzi? Znakomite kompozycje, których doskonale się słucha i wciąż ma się apetyt na więcej.

Edge Of Forever - Native Soul

4. Edge Of Forever - Native Soul

Alessandro Del Vecchio to znana persona w świecie melodyjnego rocka. Gra, śpiewa, komponuje, produkuje, udziela się chyba w setce projektów... Z tego powodu na nowe dzieło Edge Of Forever trzeba było czekać dekadę, ale opłaciło się. Jest bardziej wyrafinowane od poprzednich krążków ekipy i zarazem to jedno z najbardziej wykwintnych dokonań Alessandro. Dobra robota!

Fighter V - Fighter

5. Fighter V - Fighter

Kwintesencja radości płynącej z melodyjnego hard rocka / AOR-u i pop rocka, czyli dzieło młodych Szwajcarów z Fighter V. W zasadzie same przeboje na nutę Bon Jovi z czasów "Slippery When Wet". Grupa nie pojawila się znikąd, wcześniej w niemal identycznym składzie grała nie mniej melodyjnie pod szyldem Haïrdrÿer. Czy nowe oblicze jest lepsze? Lubię oba, ale chyba tak...

Nathan Montalvo - Neon

6. Nathan Montalvo - Neon

W USA gitarowych shredderów nadal nie brakuje i wciąż można znaleźć kogoś, kto młóci jak na klasycznych wydawnictwach od Shrapnela. Nathan Montalvo się nie patyczkuje, nie bierze jeńców, dzielnie łoi w stylu wczesnych Tony'ego MacAlpine'a i Grega Howe'a, co mi jak najbardziej odpowiada. Jakże miła dla ucha podróż w czasie (do czego nawiązuje też jeden z tutejszych utworów)!

Dirty Honey - Dirty Honey

7. Dirty Honey - Dirty Honey

Co by było, gdyby tak skrzyżować Led Zeppelin z AC/DC i Aerosmith? Nie ma co gdybać, wystarczy posłuchać amerykańskiej formacji Dirty Honey. Grupa inspiruje się wprawdzie hard rockiem z lat '70, ale że pochodzi z Los Angeles, nie należy się dziwić, że i dorzuca do gara szczyptę melodyjności z lat '80 (Great White?), za co przecież nikt się nie powinien obrazić.

Creaphorium - The Mind's Eye

8. Creaphorium - The Mind's Eye

Oto i mamy kolejną na mojej liście pozycję całkowicie instrumentalną. Creaphorium to kompletnie mi dotąd nieznana formacja progmetalowa/rockowa z USA, tym bardziej więc niespodzianka miła dla ucha. Muzycy nie idą na łatwiznę, a ich aranżacji mogłyby pozazdrościć im niejedne tuzy z branży. Za to mają u mnie plus i moje zainteresowanie na przyszłość.

First Night - First Night

9. First Night - First Night

Od co najmniej dekady wychodzi dużo AOR-u, zazwyczaj mocno "generycznego" i przez to szybko nudzącego się. First Night pochodzi z Estonii, kraju niezbyt znanego z takiej muzyki i być może dlatego Estończycy musieli się bardziej postarać. Postarali się i dzięki temu uzyskują tytuł AOR-owego numeru 1 w roku 2019.

Soren Andersen - Guilty Pleasures

10. Soren Andersen - Guilty Pleasures

Dane Soren Andersen to ceniony gitarzysta i producent, najbardziej znany ze współpracy z Glennem Hughesem. Na swym solowym, instrumentalnym krążku udowadnia, że wcale nie ustępuje techniką i wyczuciem uznanym shredderom z branży. Materiał jest urozmaicony, bywa i szybko i wolno, ale zawsze gustownie i ze smakiem.

D-A-D - A Prayer For The Loud

11. D-A-D - A Prayer For The Loud

Przyznaję się bez bicia, nie śledziłem poczynań tej dość specyficznej duńskiej grupy już od lat '90, ale pamiętam, że dwa ich wczesne krążki mi się podobały. Teraz wydali coś stylistycznie zbliżonego, a co najważniejsze - energetycznego. Nadal jest to solidny rock'n'roll grany z odrobiną boogie/southernowego zacięcia.

Wheels Of Fire - Begin Again

12. Wheels Of Fire - Begin Again

Debiut Włochów ukazał się siedem lat temu, tak dawno, że nawet nie pamiętam, czy był dobry. Za to "Begin Again" to z pewnością solidna dawka melodyjnego hard rocka / AOR-u na podbudowie stylu Bon Jovi (w strukturach utworów) czy White Lion (gitarowe zagrywki i solówki). Mało która grupa z Italii zrobiła na mnie tak silne wrażenie.

Gathering Of Kings - First Mission

13. Gathering Of Kings - First Mission

Supergrupa czy też superprojekt złożony ze znanych nazwisk szwedzkiej sceny skupionych wokół gitarzysty Victora Olssona (Saffire). Po okładce można by się spodziewać jakiegoś grania progresywnego, ale serwuje się słuchaczom mieszankę AOR-u i melodyjnego hard rocka robiąc to w gustowny sposób. Przebój za przebojem.

Myrath - Shehili

14. Myrath - Shehili

Nie jestem szczególnie zaskoczony materiałem zaprezentowanym przez tę tunezyjską załogę, wszak mniej więcej od trzech płyt grają podobnie. Odnoszę wrażenie, że jakby coraz bardziej komercyjnie. Tak czy inaczej, dostajemy kolejną dawkę melodyjnego progmetalu, brzmiącą dla nas egzotycznie i pewnie dlatego ciekawie. Jest apetyt na więcej.

Stargazer - The Sky Is The Limit

15. Stargazer - The Sky Is The Limit

Kapel o nazwie Stargazer jest co najmniej kilka. Tym razem mowa o formacji norweskiej, w której mikrofon dzierży Tore André Helgemo. Ciekawa muzyczna przygoda z brzmieniami wypracowanymi przez Rainbow, Whitesnake czy Dio, ale ze skandynawskimi klimatami gdzieś w tle oraz dawką gitarowego wymiatania w solówkach.

Hardline - Life

16. Hardline - Life

Pod tą paskudną okładką kryje się jeden z najlepszych krążków roku 2019. Z poprzednimi dziełami Hardline bywało różnie, za to teraz wyczuwam utwory, których nie wstyd postawić na półce obok pamiętnego debiutu "Double Eclipse". Do pełni szczęścia brakuje tylko podobnych riffów, za to jest przebojowość i głos Gioelego w znakomitej formie.

John Diva & The Rockets Of Love - Mama Said Rock Is Dead

17. John Diva & The Rockets Of Love - Mama Said Rock Is Dead

Muzyka zbliżona do dokonań jajcarzy ze Steel Panther, tylko dla odmiany na poważnie. Świetna, gitarowa robota jak na hard rocka przystało. Reszta też żywiołowa, dzięki czemu kawałki brzmią autentycznie i nie nudzą. Oby tak dalej, Panowie!

Chris Stark - Electric Sky

18. Chris Stark - Electric Sky

Z gitarowego wymiatania spory mój szacunek wzbudził również zestaw dwunastu instrumentalnych nagrań Chrisa Starka i jego gości. Generalnie jest to mieszanka fusion, progresu, momentami neoklasyki, ale przede wszystkim dużo grania ilustracyjnego. Nie ma przerostu formy nad treścią, wszystko jest dobrze przemyślane i zrealizowane.

Turbo - Csillagból emberré

19. Turbo - Csillagból emberré

Mój węgierski jest tak dobry jak mój chiński, czyli żaden, ale to bez znaczenia. Muzyki naszych madziarskich bratanków dobrze się słucha, czy to ze względu na jej ilustracyjność, czy to przez jej odstresowujące działanie. Mieszanka rocka/metalu progresywnego z U2 i czymś w rodzaju ambientu.

91 Suite - Starting All Over

20. 91 Suite - Starting All Over

Hiszpanów z 91 Suite natychmiast polubiłem za rewelacyjny debiut (2001 r.), ale ich drugie dzieło mocno mnie rozczarowało. Po prawie 15 latach ekipa powraca z materiałem, dzięki któremu jestem w stanie wybaczyć jej poprzedni lapsus. Świetny, dopracowany AOR z wokalami a'la Bon Jovi za najlepszych czasów. Szkoda, że to tylko EP-ka.

Steelwings - Back

21. Steelwings - Back

Cholera, gdybym sugerował się okładką, nigdy nie sięgnąłbym po tę płytę. Jednak pokonawszy uprzedzenia do różu sięgnąłem i nowa propozycja szwedzkich weteranów szybko wpadła mi w ucho. Nie ma tu nic oryginalnego, oklepane do bólu hard'n'heavy, ale zagrane z godną podziwu werwą, polotem i... fajnym brzmieniem. Jestem na "tak".

Michael Harris - Orchestrate II Rage & Restraint

22. Michael Harris - Orchestrate II Rage & Restraint

Druga część "orkiestracji" Michaela Harrisa wydanych w 2006 r. Kompletnie bez niespodzianek, obie płyty są niemal bliźniacze, a ich zawartość to oczywiście gitarowe wymiatanie neoklasyczne z towarzyszeniem instrumentów takich jak wiolonczela, waltornia, flet, obój, skrzypce i altówka. Bliżej temu do dokonań Uliego Jona Rotha niż Malmsteena.

Lazy Bonez - Kiss Of The Night

23. Lazy Bonez - Kiss Of The Night

Jeszcze jedna utalentowana załoga z Finlandii, kraju nie przestającego mnie muzycznie zadziwiać. Panowie prezentują swoją wizję hard rocka, heavy i power metalu. Ogólnie może mało oryginalnie, za to znaczna dawka wpadających w ucho melodii, więc i nudzić się nie można. Czy przetrwa próbę czasu? Zobaczymy.

Hideaway - Hideaway

24. Hideaway - Hideaway

Jeszcze jeden zespół, który fatalnie wybrał sobie nazwę, bowiem kojarzy mi się z dwoma innymi, znacznie słabszymi. Grecy na szczęście grają bardzo dobrze i próbują szturmować AOR-owe listy przebojów, gdzie już jest przecież tłoczno. Slychać, że im zależy, przyłożyli się i do kompozycji i do brzmienia.

Whitesnake - Flesh & Blood

25. Whitesnake - Flesh & Blood

David Coverdale dzielnie walczy wraz ze swą doborową drużyną muzyków. Tym razem postanowił spuścić z łańcucha gitarzystę Reba Beacha, co spowodowało spore umelodyjnienie nowego albumu Białego Węża. Tak poza tym mamy tu wszystkie charakterystyczne cechy dla melodyjnego hard rocka, jakim go lubimy najbardziej.

Vinnie Moore - Soul Shifter

26. Vinnie Moore - Soul Shifter

Nie od razu mi podeszło nowe dzieło Vinniego Moore'a, ale po kilku przesłuchaniach doceniłem kunszt Mistrza. Zaskoczony nie jestem, jako że Vinman grywał już podobne rzeczy. Zauroczony jestem nie tylko kompozycjami, lecz również krystalicznie czystym brzmieniem albumu. Z drugiej strony, chętnie posłuchałbym czegoś na styl "The Maze"...

Children Of Bodom - Hexed

27. Children Of Bodom - Hexed

Teraz coś ostrzejszego. Finowie z Children Of Bodom w ostatniej dekadzie nagrywają dość równe krążki, które jednak szybko się nudzą. "Hexed" ma szansę odmienić zły czar, ponieważ brzmi bliżej melodic metalowych, klasycznych płyt "Hatebreeder" i "Follow The Reaper". Są melodie i są neoklasyczne solówki, a to dobry znak.

Easter Is Cancelled

28. The Darkness - Easter Is Cancelled

"Pinewood Smile" było krążkiem poprawnym, dość dobrym, ale jednak poniżej poziomu, którego bym oczekiwał od The Darkness, zwłaszcza po wydaniu genialnego "Last Of Our Kind". Najwyraźniej Brytyjczycy powracają do formy, bo jest tu na czym ucho zawiesić. Oczekiwałbym tylko większej ilości szybszych kawałków.

Pretty Wild - Interstate 13

29. Pretty Wild - Interstate 13

Przy pierwszym podejściu do "Interstate 13" oczarowany nie byłem, ale to chyba wina zbyt skręconego w lewo potencjometru głośności... Po przestaweniu go na prawo, uszom jawi się już znakomity hard rock w jego melodyjnej, "amerykańskiej" odsłonie. Obok lepszych kompozycji znalazło się niestety kilka wypełniaczy.

Blackrain - Dying Breed

30. Blackrain - Dying Breed

Jeśli dobrze liczę, to już szósty album w dyskografii francuskiej grupy Blackrain. Jest wprawdzie bez niespodzianek (czasem to zaleta), natomiast jak ktoś szuka dobrze zagranego, rozbujanego rock'n'rolla, utrzymanego w klimatach skandynawskiego sleaze'u, to jest to pozycja dla niego.

Nie trudno się domysłić, że to jeszcze nie koniec muzycznej uczty. Do kompletu można dorzucić śmiało dania od następujących wykonawców (w kolejności alfabetycznej): 58 Shots, A.C.T., Adellaide, Age Of Reflection, A' Priori, Ray Alder, Animal Drive, Artificial Language, Awaken, Axe, Badhoven, Bewitchment, Black River Sons, Blood Pollution, Cemican, C.O.P., Danger Zone, Dark Blue, The Defiants, Diamond Head, Cal Dixon, Dogface, Dream Company, Eclipse, Flying Colors, Fretless, Paul Gilbert, Grand Slam, Hollywood Vampires, Robert Pehrsson's Humbucker, Max Jeschek, Kaato, Kamchatka, Ron Keel Band, Keen Hue, Killer, Madhouse, Tony Mills, Nitrogods, No Bros, Perihellium, Razor Punch, Razzmattazz, Redline, Rockett Love, Rosy Vista, Michael Schenker Fest, Shark Island, Silent Call, Starbreaker, Joe Stump, Sweet Oblivion, Tesla, The Treatment, Trixter, Tygers Of Pan Tang, Marc Vanderberg, Tommy Von Voight i Wild America.

Co mnie rozczarowało? Przede wszystkim Dream Theater. Wprawdzie nowa płyta otrzymała dobre recenzje, ale chyba recenzenci dostali jakąś inną jej wersję niż ja ;) Niestety żaden z utworów nie przypadł mi do gustu. Czegoś znacznie lepszego oczekiwałem od duetu Arch/Matheos, Tora Tora i Crashdïet. Słabiutko wypadło Steel Panther, coś od czasu "All You Can Eat" ich poziom przebojowości znacznie opadł i wydali dwa słabsze krążki z rzędu. Ostatni album Yngwie Malmsteena już chyba lepiej pominę milczeniem (choć pierwszy singiel akurat mi się podobał).

Nadszedł czas napisać coś o płytach wyczekiwanych, które swą premierę powinny mieć w 2020 r. Chyba w końcu doczekam się nowego albumu Kinga Diamonda, wszak grupa zaprezentowała już apetycznie brzmiącą, koncertową wersję nagrania "Masquerade Of Madness". Kolejnych hitów oczekuję od szwedzkiego H.e.a.t. Megadeth też odgraża się, że chce nagrać coś równie dobrego jak "Dystopia" - o nic innego nie proszę... Symphony X nie wyrobiło się dotychczas z nowym materiałem, zatem mają kolejny rok, by nadrobić zaległości. Ma ukazać się drugie stutyjne dzieło supergrupy Sons Of Apollo, kolejny krążek weteranów thrashowej sceny - Testament. Ciekaw jestem, co też przyszykują Ratt i Skid Row, może też Scorpions. Sanctuary bez Warrela Dane'a - może być ciężko, ale kto wie... Koniec świata jeszcze nie nastąpił, więc liczę na kolejne muzyczne niespodzianki, oczywiście te miłe.