Zestawienie najlepszych płyt za rok 2018

GUITARRIZER

Tak sobie przejrzałem zestawienia najlepszych płyt za lata poprzednie i z radością stwierdzam, że nigdy nie było tak źle, by ktoregoś roku nie pojawiło się choćby jedno wydawnictwo godne uwagi. Rok 2018 jawi się jako znacznie lepszy od 2017 pod względem ilości ciekawych i miłych dla ucha krążków. Najwięcej dobrego dało się zaobserwować w takich gatunkach jak gitarowe wymiatanie, klasyczny hard rock i AOR, co będzie miało swoje odzwierciedlenie na niniejszej liście złożonej tym razem z 20 wykonawców. Jak zwykle, może poza kilkoma pierwszymi miejscami, kolejność wymienionych pozycji może być w zasadzie dowolna. Zaczynamy zabawę!

Seventh Wonder - Tiara

1. Seventh Wonder - Tiara

Na podium coś, na co musiałem niestety czekać kilka lat. Szwedzcy progmetalowcy na szczęście jak dotąd nigdy nie zawiedli i oto wydali dzieło godne swojego jakże zacnego poprzednika. Wszystko składne, techniczne, wszystko dopracowane do perfekcji, ale nie przekombinowane, instrumenty pieszczą nasze uszy, a wokalista Tommy Karevik nie oszczędza się tu jak w Kamelot.

Graveyard - Peace

2. Graveyard - Peace

Wprawdzie szwedzka legenda klasycznego neo hard rocka jakiś czas temu się rozpadła, jednak szybko powróciła w przegrupowanym składzie. Piąty album grupy to w prostej linii kontynuacja wypracowanego stylu, choć jest jakby ostrzej/ciężej. Wszystko jest tutaj przemyślane i idzie zgodnie z planem. Myślałem, że w tym roku nic nie przebije Grety Van Fleet, a jednak...

Joe Bonamassa - Redemption

3. Joe Bonamassa - Redemption

Dotychczasową twórczość Joego choć doceniałem, nieco ignorowałem. Najnowszym krążkiem ujął mnie w znacznie większym stopniu niż poprzednimi. To niesamowite, ile jeszcze można wykrzesać z bluesa, w dodatku zupełnie bezboleśnie i na luzie. Aktualnie jeden z czołowych wioślarzy, obok którego nie da się przejść obojętnie.

Unleashed - The Hunt For White Christ

4. Unleashed - The Hunt For White Christ

Tę kapelę niegdyś lubiłem, a potem nieco straciłem z radaru. Dotychczasowym dziełom czegoś brakowało, by zachwycić mnie w całości. The Hunt For White Christ dla odmiany podoba mi się "od deski do deski", solidny kawałek dobrze wykutego melodyjnego death metalu, który zajmie u mnie miejsce na półce obok debiutu Dismember, dwójeczki Obituary i jednej z płyt Dark Tranquillity.

Striker - Play To Win

5. Striker - Play To Win

Kanadyjska formacja Striker kontynuuje swój proces umelodyjniania się i serwuje słuchaczom swój przepis na mieszankę heavy metalu i hard rocka. Płyta "Play To Win" oscyluje pomiędzy dokonaniami Lizzy Borden a Iron Maiden, co wypada lepiej niż dobrze. Do tego dochodzą fajne solówki, za co dostają ode mnie kolejnego plusa. Chętnie sięgnę po kolejny wypiek Strikera.

Robert Rodrigo Band - Living For Louder

6. Robert Rodrigo Band - Living For Louder

Gdy wirtuoz gitary dobiera sobie do współpracy uznanego wokalistę, efekt musi być co najmniej dobry. Hiszpański wymiatacz Robert Rodrigo i Johnny Gioeli stworzyli wybuchową mieszankę hard rocka, funka i bluesa, a wszystko z dużą dozą melodii, energii oraz solówek na pierwszoligowym poziomie. Przypominają się stare, dobre czasy.

Greta Van Fleet - Anthem Of The Peaceful Army

7. Greta Van Fleet - Anthem Of The Peaceful Army

W końcu pełnowymiarowy krążek nadzwyczaj udanych naśladowców Led Zeppelin zza oceanu. Chyba zbyt wiele razy słuchałem EP-ki "From The Fires", by być tu czymkolwiek zaskoczonym. Mimo iż znalazło się tu kilka słabszych nagrań (z reguły to te wolniejsze), płyta jest bardzo udana i wciąż dobrze ro(c)kuje na przyszłość.

Darby Mills Project - Flying Solo

8. Darby Mills Project - Flying Solo

Dla odmiany coś z AOR-u. W uszy rzuca się przede wszystkim wspaniała produkcja i dopracowanie w najdrobniejszych szczegółach. To też jedna z nielicznych grup, gdzie podobają mi się damskie wokale (pozytywnie kojarzą się z najlepszymi dokonaniami Vixen, Romeo's Daughter czy Lity Ford). Płyty słucha się znakomicie od początku do końca.

Osukaru - House Of Mirrors

9. Osukaru - House Of Mirrors

Fajnie grali już wcześniej, ale zawsze czegoś mi w tym graniu brakowało. "House Of Mirrors" wydaje mi się pozycją solidniejszą, bardziej dopracowaną w szczegółach i przede wszystkim bardziej przebojową. W kategorii AOR-u zdecydowanie ścisła czołówka, wyprzedzająca nawet kilka bardziej znanych, "wysezonowanych" zespołów. Zdecydowanie polecam.

Michael Romeo - War Of The Worlds, Pt. 1

10. Michael Romeo - War Of The Worlds, Pt. 1

Tutaj w zasadzie bez niespodzianek, poczynania Symphony X śledzę na bieżąco, a Michael Romeo raczej nie jest typem muzyka, który by swój wypracowany latami styl miał zmieniać jakoś diametralnie. To mogłaby być kolejna płyta Symphony X, choć wokalnie bliżej chyba to albumów Malmsteena.

Joe Satriani - What Happens Next

11. Joe Satriani - What Happens Next

W porównaniu do wcześniejszych wydawnictw wirtuoza, to jest jakby bardziej bezpośrednie, surowe brzmieniowo, ale i przez to energetyczne (nawiązując do tytułu pierwszego kawałka). Do pierwszej trójki Satriani się tym razem nie załapał, za dużo słyszę tutaj autocytatów z przeszłości, choć płyta jest oczywiście świetna.

The Cruel Intentions - No Sign Of Relief

12. The Cruel Intentions - No Sign Of Relief

Ilość kapel penetrujących tereny sleaze rocka w ostatnich latach jest imponująca, jednak większość z nich jednym uchem wpada i drugim od razu uchodzi. Na szczęście nie w przypadku The Cruel Intentions. Czym grupa wyróżnia się na plus, to pierwotna rock'n'rollowa energia i żywiołowość. Na pewno nie da się przy tej płycie usnąć bardzo dobrze, tak ma być!

Axel Rudi Pell - Knights Call

13. Axel Rudi Pell - Knights Call

Ile to już razy weteran niemieckiej sceny melodyjnego hard rocka i zrazem power metalu gościł na moich listach? Co najmniej kilka. Można zarzucać mu powtarzanie się, ogrywanie standardu, ale nie da się o jego utworach powiedzieć, by były w jakiś sposób słabe. Kto zna poprzednie dzieła Pella, wie, o co chodzi. Raz jeszcze nie zawiódł - tylko tyle i aż tyle.

Creye - Creye

14. Creye - Creye

W tak wyeksploatowanym gatunku, jakim jest AOR, trudno o innowacyjność, intuicyjnie poszukujemy więc zespołów, które prezentowałyby po prostu solidne, wpadające w ucho kompozycje o odpowiednim brzmieniu. Creye to ma. Piękne melodie, wokalista pasujący do muzyki, są też na okrasę adekwatne gitarowe solówki i niemal obowiązkowe w tym gatunku klawisze.

Jason Becker - Triumphant Hearts

15. Jason Becker - Triumphant Hearts

Jason z wiadomych względów sam już po gitarę nie sięgnie, na szczęście komponowac wciąż może, a skoro są nuty, to znajdzie się i doborowe grono wirtuozów gitary, by je odegrać. Już rzut oka na listę tego towarzystwa napawa optymizmem, wszak mamy tu same znane nazwiska. Choćby Satriani, Vai, Bonamassa, Friedman, Firkins, Howe, Kotzen. Pod wieloma względami krążek podobny do "Perspective".

Free From Sin - II

16. Free From Sin - II

Propozycja dla tych, którzy chętnie usłyszeliby coś w klimatach Rainbow z połowy lat '90 i późniejszego Cornerstone, gdzie śpiewał Doogie White, także dla lubujących się w Black Sabbath z Tonym Martinem na wokalu, w solowej dyskografii Dio i w szwedzkiej formacji M.ill.ion. Jak na względnie mało znaną grupę, naprawdę zacny zestaw melodii.

Fifth Angel - The Third Secret

17. Fifth Angel - The Third Secret

Oto i mamy powrót jednej z moich ulubionych formacji. Zabrakło wprawdzie Teda Pilota, jednak gitarzysta Kendall Bechtel przejął mikrofon i radzi sobie nader nieźle. Co mnie cieszy najbardziej, przede wszystkim nadal wymiata techniczne, melodyjne solówki. Choć stylistycznie grupa ciąży teraz bardziej ku power metalowi niż hard rockowi, granie pozostaje mocno gustowne.

W.A.S.P. - Re-Idolized: The Soundtrack To The Crimson Idol

18. W.A.S.P. - Re-Idolized: The Soundtrack To The Crimson Idol

Od bodajże trzech ostatnich wydawnictw formacja Blackiego trzyma się nieźle i prezentuje na odpowiednim poziomie. Tutaj poziom ten jest również wysoki, choć bez większych niespodzianek (i akurat w tym wypadku jest to wiadomość dobra, bo właśnie takich nagrań CHCEMY). Odbiór krążka jak najbardziej pozytywny.

U.D.O. - Steelfactory

19. U.D.O. - Steelfactory

Dirkschneider miło mnie zaskoczył wydając tak solidną porcję muzy nawiązującą do czasów świetności tego jakże charakterystycznego wokalisty. Płyta bardzo wyrównana, łatwo strawna, szybko wpadająca w ucho, choć z racji sporego podobieństwa poszczególnych kawałków trochę szybko się nudząca. Jestem jednak pewien, że to wrażenie jest tylko chwilowe i że za jakiś czas znów do niej chętnie wrócę.

Judas Priest - Firepower

20. Judas Priest - Firepower

To była jedna z wczesnych niespodzianek roku 2018. Wprawdzie do "Painkillera" albumowi legendy heavy metalu jeszcze trochę brakuje, za to jest to jej najlepsze dzieło od czasu tegoż pamiętnego krążka. Miło usłyszeć Judas Priest w formie zbliżonej do tej z ich najlepszych czasów.

Jeśli ktoś jeszcze czuje niedosyt, może sięgnąć po bardzo przyzwoite płyty takich wykonawców jak (w kolejności alfabetycznej) Don Airey, Ammunition, Atlas, Bad Bones, Bonfire, Graham Bonnet Band, Doomsday Outlaw, Federal Charm, Michael Schenker FEST, God's Army, Hearts On Fire, Holter, Impellitteri, Kissin' Dynamite, Löve Razër, Jerome Mazza, Nitrate, Nordic Union, Pavement Princess, Piledriver, Radiant, Red Dragon Cartel, Saxon, Signal Red, SLASH feat. Myles Kennedy & The Conspirators, Stryper, Sunstorm, Taste, Walter Trout, Uriah Heep, Watchmem, W.E.T.

Na podstawie zapowiedzi płytowych tradycyjnie można sobie narobić smaku na nadchodzące wydawnictwa. Na nowego Kinga Diamonda czekam już kilka lat, na otarcie łez ma wyjść koncertówka, a potem, kto wie... Prawdopodobnie nie zawiedzie Fates Warning, bo ostatnie dwa krążki były nadzwyczaj udane. Queensryche z Toddem LaTorre nieźle sobie dotąd radziło, a też objawi się wkrótce z nowym materiałem. Do progresywnego kompletu Dream Theater, choć pierwszy singiel nie zrobił na mnie wrażenia. Kolejne dzieła zapowiedziały Whitesnake, Overkill, Testament, Candlemass i lubiany przeze mnie ostatnio Beast In Black. Być może dadzą o sobie znać Megadeth, Ratt, Skid Row, Symphony X, Steel Panther i Tora Tora. Liczę też na młode i mniej znane załogi, może nawet bardziej niż na starych wyjadaczy.