Zestawienie najlepszych płyt za rok 2017

GUITARRIZER

Na scenie melodyjnych odmian rocka bez większych zmian i ciśnie się na usta słowo "zapaść". Niestety rok 2017 nie odbiega zbytnio od poprzednich. Nadal nie pojawiają się, przynajmniej masowo, nowe zespoły, które potrafiłyby swoją muzyką porwać wybrednego słuchacza jak niegdyś starzy wyjadacze. Z drugiej strony uznane, "wysezonowane" ekipy tracą werwę, popadają w marazm i rejestrują płyty balansujące pomiędzy miernotą a przeciętnością. Optymizmu nie dodaje też fakt, że dzięki "loudness war" i wszędobylskiej kompresji dźwięku również jego jakość pozostawia dużo do życzenia. Brakuje płyt zasługujących na miano genialnych. Ponownie ograniczę się zatem do wytypowania dziesiątki, która wychodzi zwycięsko z muzycznego pojedynku:

Anthriel - Transcendence

1. Anthriel - Transcendence

Ładnych kilka lat fińska progmetalowa brygada kazała fanom czekać na swój drugi krążek, ale czekanie to opłaciło się, dostaliśmy bowiem raz jeszcze płytę ambitną, niemonotonną, z pogranicza kilku gatunków, na szczęście tych melodyjnych. Jest jednak pewna różnica, na którą recenzenci słusznie zwracają uwagę - dzieło jest bardziej mroczne, muzycznie i tekstowo. Znajdziemy tu wiele ciekawych harmonii, wpadających w ucho melodii i długich gitarowych solówek.

H.e.a.t - Into The Great Unknown

2. H.e.a.t - Into The Great Unknown

Szwedzka supergrupa postanowiła nam wprawdzie spłatać psikusa i zmieniła nieco swój styl gry na jakby nowoczesno popowy, niemniej jednak nadal nie możemy narzekać na brak hitów i odpowiedniego dla tego gatunku nastroju. Wczesne single nie porwały mnie od razu, spodobały mi się z czasem i zaległy w pamięć. Album słabszy od swoich poprzedników, mimo to wciąż utrzyma się w pierwszej lidze, chociaż osobiście wyrażam nadzieję, że ze swym kolejnym dziełem Szwedzi powrócą do wcześniej sprawdzonej formuły.

SautruS- Anthony Hill

3. SautruS - Anthony Hill

Brudny i raczej wolny hard rock, stoner rock, rock psychodeliczny, czy jak to nazwać - może nawet mieszanka w/w. Bardzo rzadko sięgam po taką stylistykę, chyba że będzie to coś naprawdę dobrego. Tym razem jest i to w dodatku na wyższym poziomie niż przynudzająca zachodnia konkurencja. Kto lubi klasyczne Black Sabbath, niech śmiało sięgnie po nowe dzieło naszych rodaków z SautruS.

Greta Van Fleet - From The Fires

5. Greta Van Fleet - From The Fires

Najmłodsza załoga na liście, zatem trochę świeżej krwi. Po prawdzie to największym sukcesem tej kapeli jest sklonowanie stylu Led Zeppelin, zwłaszcza w liniach wokalnych. Istnieją przeciwnicy i zwolennicy tego zabiegu, ja należę wyjątkowo do tych drugich. Udanego klona Zeppów, który zarazem brzmi energetycznie i świeżo dawno nie mieliśmy.

Sons Of Apollo - Psychotic Symphony

5. Sons Of Apollo - Psychotic Symphony

Progresywny projekt ambitny z natury rzeczy, a do tego jeszcze doborowa obsada muzyków. Po nazwiskach takich jak Mike Portnoy, Billy Sheehan, Derek Sherinian, Jeff Scott Soto i Ron "Bumblefoot" Thal spodziewałem się czegoś wybitnego. Może finalnie nie jest to aż tak wybitne, jakbym sobie tego życzył, ale na pewno z poprzeczką wysoko zawieszoną. Na marginesie, Jeff Scott Soto jest w niezłej formie wokalnej i to nie tylko tutaj.

Nocny Kochanek - Zdrajcy Metalu

6. Nocny Kochanek - Zdrajcy Metalu

Czy w heavy metalu jest miejsce na poczucie humoru? Czemu by nie?! Muzyka ma służyć rozrywce, a rozrywka to dobra zabawa. Profesjonalnie wykuty kawał metalu oparty na uznanych wzorcach z solidnym, ponadprzeciętnym wokalistą (te górne rejestry!). W zeszłym roku często pod nosem nuciłem sobie "Dżentelmenów Metalu", "Dziewczynę Z Kebabem" i "Zdrajcę Metalu". Na żywo grupa wypada jeszcze lepiej!

Pink Cream 69 - Headstrong

7. Pink Cream 69 - Headstrong

Ekipa Dennisa Warda wypuszcza w świat dobre krążki i tak jest i tym razem. Miewała wprawdzie lepsze, gdy wspomni się choćby pamiętne Electrified czy Endangered, lecz Headstrong wypada ogólnie świetnie w porównaniu z dokonaniami innych zespołów z roku 2017. Pełny profesjonalizm, oby tak dalej i... chyba częściej.

Deep Purple - Infinite

8. Deep Purple - Infinite

Z jednej strony weterani, którzy najlepsze czasy mają już za sobą i lada moment zakończą swoją karierę. Z drugiej strony zdołali wydać naprawdę niezły krążek, w moim mniemaniu znacznie lepszy od Now What?! Tam w zasadzie podobał mi się tylko jeden utwór, tutaj w mój gust celuje co najmniej połowa kompozycji. Dodatkowy plus za to, że otwierający płytę Time For Bedlam melodycznie przypomina mi moje ulubione Pictures Of Home.

Europe - Walk The Earth

9. Europe - Walk The Earth

Szwedzka legenda niegdyś melodyjnego hard rocka, obecnie bryluje w hard rocku podanym w jego klasycznym wydaniu i robi to doskonale. Oczywiście tu i ówdzie dosłyszeć się można zapożyczeń od znanych tuzów z lat '70 ubiegłego wieku, to jednak nie grzech ani tym bardziej nie wstyd. W tej dziedzinie jest to nawet zabieg pożądany.

Eclipse - Monumentum

10. Eclipse - Monumentum

Kolejny produkt z fabryki przebojów i kolejny udany, by jednak nie było zbyt wesoło, niestety muszę dodać, że jednak zdecydowanie słabszy od poprzedzającego go Armageddonize. Nadal dobrze się tego słucha, nie mogło być inaczej, jednak odnoszę wrażenie, że najlepsze pomysły główny kompozytor zostawił sobie raczej na potrzeby nowej płyty W.E.T.

Do powyższej listy można dorzucić nieco płyt o mniejszej sile rażenia, acz wciąż miłych w odbiorze od takich wykonawców jak: Wildness, Radiation Romeos, Bonfire, Sanctuary, Heaven & Earth, Crazy Lixx, Tokyo Motor Fist, Adagio, One Desire, Beast In Black, Lynch Mob, Shakra, Confess, Treat, Brother Firetribe, Osukaru, Place Vendome, Vandenberg's Moonkings, Vanishing Point, L.A. Guns, Warrant, Santa Cruz, Gotthard, The Darkness, Ten, Satin, Overkill, Phantom 5, Great White, Jack Russell's Great White, House of Lords, Alice Cooper, Grave Digger, Jorn, White Widdow, Julian Angel, Phil Lanzon, Rebels End, Night Ranger, Accept i Sweet & Lynch.

Tradycyjnie co nieco na temat rozczarowań. Pierwsze miejsce w tej kategorii przypada grupie Danzig i jej albumowi Black Laden Crown. Ekipa ta od dłuższego czasu wypuszczała krążki dużo słabsze od swych klasycznych wydawnictw, ale aż tak źle jak teraz jeszcze nigdy nie było. Glenn w słabej formie wokalnej (wiek nie jest usprawiedliwieniem, inni seniorzy jakoś sobie radzą), na to jeszcze można by jakoś przymknąć ucho, ale na prymitywne brzmienie już nie. Czegoś znacznie wyższych lotów spodziewałem się po Martym Friedmanie, zwłaszcza że znów miał "wymiatać", niestety Wall Of Sound nie jest dziełem, które zdradzałoby jakieś natchnienie. Ot po prostu jest szybko, ale bez pomyślunku, bez koncepcji i zachwycać się nie ma czym. Raz jeszcze zawiodło Operation Mindcrime. W sumie można się tego było spodziewać, aczkolwiek miałem (głupią) nadzieję, że po fali krytyki poprzedniego krążka grupa Geoffa wyciągnie jakieś wnioski i się zrehabilituje. Po serii udanych albumów zawiodło mnie też Steel Panther, Lower The Bar sprawia wrażenie robionego na siłę, a i żarty jakby mniej śmieszne.

Mimo tego całego narzekania powyżej, jakieś nadzieje na rok 2018 jednak się tlą. W momencie tworzenia tegoż podsumowania (koniec marca 2018 r.) już wyszła świetna płyta Joe Satrianiego What Happens Next. Nowe dzieło Ammunition jest mocno przebojowe. Spisany po prawdzie przeze mnie jakiś czas temu na straty Judas Priest objawił się ze swym najlepszym albumem od czasu Painkillera. Jest nadzieja na Strypera (kiedyś za tą załogą nie przepadałem, ostatnio mnie zaciekawiła). Ostatni Axel Rudi Pell był niczego sobie, kto wie, może kolejny będzie jeszcze lepszy. W.E.T. już zapewniło porcję hitów. Nieźle wypadło Signal Red, a powracający z Rainbow po latach Ritchie Blackmore z nowym singlem też brzmi obiecująco. Może do dawnej formy powróci zagubione nieco Black Stone Cherry, może zaskoczy wracające do formy Bonfire. Po ostatnich krążkach jest apetyt na nowy materiał od Queensryche, Uriah Heep, a także od zreformowanego Ratt. Coś tam solowo szykuje klawiszowiec Don Airey. Rok 2018 zapowiada się ciekawie, jest na co czekać.