Zestawienie najlepszych płyt za rok 2016

GUITARRIZER

Rok 2016 obrodził i wydał na świat zaskakująco dużo płyt, nawet w gatunkach, które nas interesują. Do wstępnej selekcji zakwalifikowało się ich ponad 400 sztuk, potem po sporej selekcji ostało się ich 100, by wreszcie wybrać najlepszą dziesiątkę i ewentualnie wyróżnić kilka innych pozycji. Albumów genialnych, które odcisnęłyby jakieś piętno na muzyce, raczej nie było, natomiast z pewnością znalazło się kilkanaście krążków, po które warto sięgnąć więcej niż kilka razy. Ich lista na dzień przygotowania zestawienia przestawia się następująco:

Theories Of Flight

1. Fates Warning - Theories Of Flight

Po całkiem udanym powrocie z krążkiem Darkness in a Different Light, legenda metalu progresywnego uraczyła nas jeszcze lepszym dziełem. Dlaczego lepszym? Jeszcze więcej nawiązań do klasycznych płyt, choć z nowocześniejszym brzmieniem. Trzeba przyznać, że album jest dość spójny, utwory oscylują wokół podobnej stylistyki i w każdym się coś dzieje, zatem trudno też wyróżnić któryś ponad resztę. W efekcie całej płyty słucha się dobrze od początku do końca i ma się ochotę na kolejne odsłuchy.

Megadeth - Dystopia

2. Megadeth - Dystopia

Naczekałem się całe lata na porcję nagrań ekipy Mustaine'a, która byłaby godnym następcą dla płyty Youthanasia, uważanej przeze mnie za ostatnią naprawdę godną uwagi. Owszem, na kolejnych dało się znaleźć fajne kawałki, ale całościowo zazwyczaj albo brakowało dobrych kompozycji, albo zapamiętywalnych solówek. Na Dystopii tego problemu nie ma, choć część utworów to wypełniacze. Na szczęście jest kilka hitów, które całość ciągną w górę. Jest apetyt na więcej.

Scorpion Child - Acid Roulette

3. Scorpion Child - Acid Roulette

Nigdy nie ukrywałem, że poza oczekiwaniem na coś dobrego względem sprawdzonych zespołów zawsze miałem nadzieję na jakąś nieznaną formację, która startując z poziomu "zero" udowodni, że rock wcale nie umarł. Oto Scorpion Child, jedna z nielicznych grup naprawdę ratuje klasycznego hard rocka. Poza dobrymi instrumentalistami posiada w swoim arsenale również cholernie dobrego wokalistę. Obok The Crystal Caravan i Rival Sons pokazuje, że w tym gatunku nadal można zaprezentować coś dobrego.

Myrath - Legacy

4. Myrath - Legacy

Dokonania tych Tunezyjczyków śledzę już od dłuższego czasu. Mikstura metalu progresywnego z melodiami arabskimi sprawdza się doprawdy zacnie. Legacy to ich bodajże czwarty album studyjny, który ustępuje wprawdzie dwóm poprzednim pod względem ilości hitów, jednak wciąż na tyle ciekawy, że wypada lepiej od większości dzieł z tego samego gatunku i wydanych w podobnym czasie. W oczekiwaniu na moich ulubieńców z Anthriela i Seventh Wonder, chętnie sięgałem po ten krążek.

DGM - The Passage

5. DGM - The Passage

Włosi z DGM kilka lat temu skutecznie przykuli moją uwagę świetną płytą zatytułowaną FrAme. Od tamtej pory wciąż ulegam pokusie i zabieram się za odsłuchiwanie jej następców. Cóż, chyba już nie zbliżą się do swojego najlepszego dzieła, co nie oznacza, że na The Passage nie znajdziemy niczego ciekawego. Stylistycznie muzyka jest podobna, nie brak technicznych łamańców, Simone Mularoni nadal wycina niesamowite solówki. Na przyszłość więcej zapamiętywalnych utworów poproszę.

Axel Rudi Pell - Game Of Sins

6. Axel Rudi Pell - Game Of Sins

Axel Rudi Pell nie jest artystą, po którym należy spodziewać się odkrywczości, ale jest zarazem twórcą, który gwarantuje pewną jakość. Z jednej strony nie będziemy kompletnie zaskoczeni materiałem niemal identycznym od już chyba "dziesięcioleci", z drugiej to co dostaniemy, na pewno się spodoba. Kolejna dawka składnych piosenek od uznanego i wypróbowanego, niemieckiego gitarzysty.

Phantom V - Phantom V

7. Phantom V - Phantom V

Po ten krążek sięgnąłem znęcony nazwiskami na liście płac. Muzycy tu grający wcześniej zdobyli sławę w takich zespołach jak Scorpions, Bonfire, Jaded Heart, Frontline czy Casanova. O niektórych nieco przycichło, inni mieli jakieś problemy ze swoimi macierzystymi formacjami. Razem mogli zrobić coś dobrego i w sumie zrobili. Problem z tym materiałem jest taki, że jego spora część nie trzyma poziomu tych najlepszych, ale to i tak wciąż lepiej niż na innych krążkach z 2016 r.

Tango Down - Bulletproof

8. Tango Down - Bulletproof

Kolejna ekipa, po której płyty można w zasadzie sięgać w ciemno, bo jak do tej pory wypuszczała same dobre jakościowo pozycje. Tym razem nadal otrzymujemy towar porządnej jakości, może nawet bardziej spójny niż zwykle, chociaż nie ma tu takich hitów, jakie mogłyby dorównać najlepszym przebojom z krążków poprzednich. Podsumowując, jest dobrze, choć mogłoby być lepiej.

Dynazty - Titanic Mass

9. Dynazty - Titanic Mass

Nie wszystkim fanom zmiana stylistyki gry na bardziej progresywną przypadła do gustu, z drugiej strony trzeba przyznać, że Szwedzi nadal grają melodyjnie. Mnie podobają się oba wcielenia formacji Nilsa Molina. Krążek wydaje mi się słabszy od wydanego dwa lata wcześniej Renatusa, jednak wciąż jest na tyle dobry, by trafić do niniejszego zestawienia.

The Defiants - The Defiants

10. The Defiants - The Defiants

Długo myślałem, którą pozycją zamknąć kolejną dziesiątkę "beściaków", ostatecznie padło na AOR-owe dzieło The Defiants. Zaprezentowany tu materiał jest bardzo wyrównany, ale nie aż tak przebojowy jak się spodziewałem po doborowej liście lubianych przeze mnie muzyków. Cóż, może się jeszcze rozkręcą. Dodatkowy plus za ciekawą, kowbojską oprawę graficzną całości.

Całkiem ciekawymi krążkami (w niezobowiązującej kolejności) obdarowali słuchaczy również tacy wykonawcy jak Testament, Overland, Tyketto, Rival Sons, Shakra, Nordic Union, Jorn Lande, Treat, Airbourne, Anthrax, Bulletrain, Catalano, Circus Maximus, Cloudscape, Diamond Head, First Signal, Sixx A.M., Metallica, Skärlet, The Dead Daisies, The Radio Sun...

Nie obyło się bez rozczarowań i w tej kategorii prym wiodą niestety moi ulubieńcy z Dream Theater. Ich płyta The Astonishing jest za mało przebojowa, niekiedy wręcz nudnawa i przede wszystkim za długa. Po wielu przesłuchaniach w pamięci zapadł mi raptem jeden utwór. Zawiodłem się na King Company, których (bodajże) pierwszy singiel narobił mi niezłego apetytu na coś więcej, jednak cały krążek wyszedł taki sobie. Dołączyli finalnie do grona "one hit wonders". Czegoś wyższych lotów spodziewałem się po White Widdow, Resurrection Kings, Sunstrike i Danger Angel (czy ci ostatni nie mogliby nagrać czegoś na miarę swojego pamiętnego debiutu?). Co wyprawia od kilku lat inny mój faworyt - Yngwie Malmsteen, to nawet szkoda słów (brak dobrych wokali, kiepskie brzmienie, powtarzalne motywy).

Jakichś szczególnych oczekiwań co do roku 2017 nie mam, zobaczymy, "co przyniesie wiatr" ;)