Zestawienie najlepszych płyt za rok 2015

GUITARRIZER

Rok 2015 był w gruncie rzeczy dość podobny pod względem muzycznym do kilku poprzednich (może nie licząc roku 2014). Kilka wydawnictw cholernie dobrych, kilkanaście bardzo dobrych i setki takich, których słuchanie to nieodżałowana strata czasu. Tym razem moja lista faworytów będzie krótka:

The Darkness - Last Of Our Kind

1. The Darkness - Last Of Our Kind

Mimo, że wcześniej nie przepadałem za załogą braci Hawkinsów, tym razem nagrali materiał jak na moje zamówienie. Genialny "Barbarian" z nietuzinkowym tekstem, nadzwyczaj zgrabny utwór tytułowy, żywiołowe "Open Fire", nawiązania do Queen, The Cult, Def Leppard i nadto kilka innych smaczków... Jeśli jeszcze do tego wymienić wiele odsłuchów podczas jazdy samochodem, to wydawnictwo musiało stać się moim albumem roku.

Joe Satriani - Shockwave Supernova

2. Joe Satriani - Shockwave Supernova

Okładka nieco zniechęciła mnie do odsłuchu tego krążka (bałem się powrotu do stylistyki z "Engines Of Creation"), sample w jakości "YouTube" również, ale w końcu sięgnąłem po niego i okazało się, że dzieło to wcale nie jest gorsze od poprzedzającego go "Unstoppable Momentum". Satch miewał już w swej karierze lepsze płyty, ale na tle tego, co jest w dzisiejszych czasach wydawane, z pewnością ten zestaw utworów sam się wybroni.

Queensrÿche - Condition Hüman

3. Queensrÿche - Condition Hüman

Wygląda na to, że Queensrÿche bez Chrisa DeGarmo i Geoffa Tate'a trzyma się nieźle, a w każdym bądź razie lepiej, niż w ostatnim dziesięcioleciu. Nowy materiał ekipy wzmocnionej przez La Torre jest bardziej melodyjny od wydanej w 2013 r. "samozatytułowanej" płyty i stylistycznie przypomina pamiętne "Empire", choć momentami grupie blisko do power metalu. Trzech numerów stąd mógłbym słuchać bez końca - "Guardian", "Hellfire" i "Condition Human". Te są genialne, a reszta... reszta jest zwyczajnie bardzo dobra.

Eclipse - Armageddonize

4. Eclipse - Armageddonize

To już piąty krążek ekipy Erika Mårtenssona, kolejny udany, a grupa wciąż nie może uzyskać popularności, na jaką zasługuje, mimo iż Erik to znany w branży generator hitów. Zawartość albumu jest bardzo melodyjna i od razu wpada w ucho, rzekłbym, że można go kupić w ciemno. Prawdziwa gratka dla fanów melodyjnego hard rocka.

W.A.S.P. - Golgotha

5. W.A.S.P. - Golgotha

Podczas gdy wielu gardłowych świecących swoje tryumfy w latach '80 ubiegłego wieku ma dziś problemy ze swoim głosem, Blackie Lawless zdaje się być w nadzwyczaj dobrej formie wokalnej. Do tego dochodzi fakt, że wraz ze swoją dość stabilną od kilku albumów załogą nagrywa naprawdę dobre rzeczy. "Golgotha" to apetyczny zestaw nagrań, moim zdaniem jeszcze lepszy od "Dominatora" i "Babylonu" i co najważniejsze, mocno nawiązujący do klasycznych krążków tej formacji.

Vinnie Moore - Aerial Visions

6. Vinnie Moore - Aerial Visions

W zasadzie bez większych niespodzianek ze strony Vinmana, dostałem mniej więcej taki zestaw stylistyczny nagrań, jakiego się spodziewałem. Całościowo to instrumentalne dzieło szybciej trafiło w mój gust niż wydane "dawno temu" "To The Core", może dlatego, że tutaj mamy więcej wesołych melodii. Płytka spodoba się wszystkim tym, którzy lubią mieszankę wymiatania i improwizacji.

Symphony X - Underworld

7. Symphony X - Underworld

Profesjonalizm w każdej nucie - taka myśl od razu rodzi się w głowie w starciu z nowym dziełem Symphony X. Miłośnicy progpoweru, przemyślanych technicznych solówek, wstawek symfoniczno-operowych i głosu Russella Allena będą zachwyceni. Stylistycznie jest to naturalna kontynuacja kilku wcześniejszych pozycji z dyskografii tej formacji, więc zaskoczenia nie ma. To po prostu kolejne danie progresywnej uczty.

Jørn Lande & Trond Holter - Dracula: Swing Of Death

8. Jørn Lande & Trond Holter - Dracula: Swing Of Death

Gdyby tak skrzyżować solowego Jørna z krążkami Meat Loafa i odrobiną Savatage, wyszłoby właśnie coś takiego. Przemyślany materiał, aczkolwiek wymaga specyficznego nastroju, by go odsłuchiwać w całości. Kapitalna robota wszystkich zaangażowanych tu muzyków, choć oczywiście najbardziej błyszczą dwaj panowie, którzy to wszystko firmują swoimi nazwiskami.

Def Leppard - Def Leppard

9. Def Leppard - Def Leppard

Na takich Leppardów większość fanów czekała od dawna! Album bardzo przebojowy i przede wszystkim mocno nawiązujący do czasów "Hysterii".

Waken Eyes - Exodus

10. Waken Eyes - Exodus

Nader udany projekt, w którym udzielają się m. in. członkowie Symphony X, Darkwater i The Aristocrats. Symfoniczny progmetal wysokiej próby nawiązujący stylistyką do Seventh Wonder, Silent Call, Sons Of Seasons, czy nawet Dream Theatera. Nic nowego, bo w tym gatunku ciężko o nowości, z to po prostu kolejna dawka muzyki, która zmusza do myślenia.

Inne warte posłuchania zespoły z ubiegłego roku to w kolejności przypadkowej: Santa Cruz, Demon's Eye, Lynch Mob, Scorpions, Stryper, House Of Lords, Europe, Impellitteri, Teramaze, Joel Hekstra's 13, Michael Schenker's Temple Of Rock, Sergeant Steel, Bonfire, Hit n Run, Whitesnake, Circle II Circle, Lifeline, Sweet/Lynch, Faith Healer, Subsignal, Pyramaze, Ozone, Saxon, Phil Rocker, Magnus Karlsson's Free Fall, King Zebra, Vodoo Circle.

Trochę muzycznych rozczarowań też by się znalazło, więc do beczki miodu trzeba dodać łyżkę dziegciu. Prym wiedzie w tej materii Geoff Tate i jego nowa formacja Operation Mindcrime. Kapela wyglądająca bardziej na zbitek muzyków do wynajęcia zarejestrowała słaby materiał, mimo że pierwszy singiel zapowiadał się apetycznie. Do puli rozczarowań dołącza Royal Hunt, który nagrał zestaw kompletnie niezapamiętywalnych kawałków, zwłaszcza gdy porówna się je z klasycznymi wydawnictwami tego zespołu (a miałem apetyt na coś dobrego po powrocie D.C. Coopera). Takie sobie dziełko wypuściło Vanden Plas. Zawiódł Vindictiv, który mimo porządnego gardłowego wypuścił krążek słabszy od poprzedniego, który z kolei i tak był słabszy od dwóch poprzednich. Wciąż czekam na nowy wypiek Kinga Diamonda; mimo iż ten studyjny materiał zapowiadany był od długiego czasu, okazuje się, że Król nawet nie zabrał się jeszcze za komponowanie materiału! Nadal nie ma dwójki Anthriela, ale tutaj akurat usprawiedliwieniem są roszady personalne w zespole i aktualny brak klawiszowca.

Wypadałoby rzec nieco odnośnie oczekiwań na rok 2016. Nieźle brzmią sample Nordic Union, projektu sygnowanego nazwiskami Erika Mårtenssona i Ronniego Atkinsa, zatem czekam na pełnometrażowy krążek. Nadzieją napawa nowe dzieło Megadeth, Testament też może solidnie przyłoić. Yngwie Malmsteen raczej mnie nie zaskoczy, ale ze względu na dawne sentymenty dam mu szansę. Na pewno posłucham też tego, co zaproponują Black Stone Cherry, Shakra i Dream Theater. Plotki o premierowym Danzigu mogłyby okazać się prawdą... Do tego dochodzą jeszcze zapowiadane od długiego czasu albumy, które "lada moment" miały się ukazać, a których premiera wciąż jest przesuwana.