Tango Down - Charming Devil

Tango Down - Charming Devil

Kivel Records
Rok wydania: 2014

  1. Bad Reputation
  2. Charming Devil
  3. Tunnel Vision
  4. Too Many Roads
  5. Change My World
  6. Heavens Falling
  7. New Addiction
  8. Tomorrow Never Comes
  9. I'm Done Loving You
  10. Nothing But Rain

Skład: David Reece - śpiew; Scott "Rif" Miller - gitara elektryczna i akustyczna, chórki; Ronnie Parkes - gitara basowa, chórki; Keith "Bam Bam" Michaels - perkusja i instrumenty perkusyjne
Gościnnie: Jace Pawlak - pianino, chórki; Erik Johnson - instrumenty klawiszowe, chórki

Produkcja: Ty Sims

Od wielu już lat odnoszę wrażenie, że najlepsze grupy z kręgu melodyjnego hard rocka pochodzą z Europy, niemniej jednak i w USA co nieco dobrego zostało. Wystarczy spojrzeć na takie Tango Down mające na swoim koncie szereg nadzwyczaj udanych płyt, wyróżniających się ortodoksyjnością w gatunku, dobrym brzmieniem, przemyślanymi i chwytliwymi kompozycjami. W zasadzie solidna marka, po którą można sięgnąć w ciemno.

Zacznę od tego, że bardzo lubię dwa poprzednie krążki tej amerykańskiej formacji, więc po nowe dzieło sięgam bez obaw. Charming Devil to następca wydanej w 2012 r. płyty Identity Crisis, w sumie czwarty już krążek studyjny tej ekipy wciąż targanej zmianami składu. Jest to drugi album z Davidem Reecem (Bangalore Choir, EZ Livin', Wicked Sensation, ex-Accept i również ex-Tango Down, bo niestety niedawno odszedł i z tego zespołu) na wokalu i pierwszy z nowym basistą, Ronniem Parkesem. Płyta trochę różni się od poprzedniczek, wydaje się nieco bardziej surowa i jakby z ostrzejszym brzmieniem, przypomina ostatnie studyjne, udane zresztą dzieło Bangalore Choir. Na start ostrym hard rockowym riffem atakuje słuchacza numer zatytułowany Bad Reputation. Wokalnie bez niespodzianek, bo Reece śpiewa dokładnie tak, jakim go już znamy. Zwrotki i gitarowa solówka trzymają odpowiedni poziom, tylko refreny życzyłbym sobie bardziej chwytliwe i byłoby rewelacyjnie. Tytułowe Charming Devil zostało we wstępie uzbrojone w patent z talk boksem (kto zna niektóre nagrania Bon Jovi czy Bonfire, zna już ten efekt), ale główną giwazdą wieczoru, znaczy się tej kompozycji, jest raczej partia pulsującej gitary basowej, reszta to jakby dodatek do niej. Notabene, w trakcie trwania ścieżki fajnie współbrzmi z nią perkusja. Na pozycji trzeciej jeden z moich ulubieńców z tutejszego zestawu - Tunnel Vision. Rytmika początku przypomina mi nieco pamiętne Bedroom Eyes Yngwiego Malmsteena, zresztą dalej też pewne podobieństwa do jego twórczości się znajdą. Nawet solówka nosi pewne ślady neoklasyczne. Too Many Roads to bardzo zgrabna ballada, gdzie błyszczy wręcz głos Davida. Melodyjny do bólu kawałek, murowany radiowy hit, gdyby tylko stacje radiowe chciały go puścić w eter (obawiam się, że jednak na główne media nie ma co liczyć, jak zwykle zresztą). Dalej znów mój faworyt - ciężkie, acz wciąż melodyjne, hard rockowe Change My World. Numer, którego mogę słuchać kilka razy z rzędu i wcale mi się nie nudzi. Nic dziwnego, że wybrano go na jednego z singli. Heavens Falling mogłoby być z kolei kawałkiem Ratt z ich klasycznego okresu (krzyżówka Wanted Man z In Your Direction), z tym że wokalnie to już trochę inna bajka. Raczej luźna ścieżka, bez napinania i się i bez fajerwerków, choć kilka smaczków i tu się znajdzie we wstawkach i solówce. New Addiction to przede wszystkim potężny, wręcz miażdżący riff i tradycyjnie dobra solówka, zawodzą natomiast linie wokalne Reece'a. Nie są może tragicznie słabe, ale zdecydowanie mogłoby być lepiej. Przy pierwszym zetknięciu Tomorrow Never Comes może wydawać się słabszą kompozycją od tych z początku krążka, jednak to wrażenie szybko mija. Mamy tu fajnie aranżowane chórki, do tego jeszcze w numerze panuje dość ciekawy klimat - z jednej strony nieco podniosły, z drugiej radosny (może nie tekstowo, raczej melodycznie). Z jakichś nieznanych mi powodów ekipa Tango Down postanowiła zarejestrować ponownie swój przebój z drugiego albumu - I'm Done Loving You, który już w oryginale był świetny. Nadal jest, choć coś kosztem czegoś. Tutaj mamy bardziej wyeksponowaną partię basu, mocniejsze, wyrazistsze brzmienie i lepiej dopracowane wokale. Co tracimy? Sporo gitarowej pirotechniki, obecnej w wersji pierwotnej, przy czym tutejsza też jest wysokich lotów, więc ogólny bilans jest zdecydowanie dodatni. Krótki jak na dzisiejsze standardy album zamyka całkiem udana ballada Nothing But Rain. Do pościelówek z klasycznych lat '80 może jej jeszcze trochę brakuje, z kolei w obecnych czasach plasuje się gdzieś między średnią a wysoką półką.

Charming Devil wchodzi gładko i bez zwrotów, skoro już używamy gastronomicznych porównań. Dziesięć cholernie dobrze wyprodukowanych nagrań (tradycyjnie robota Ty Simsa z Bombay Black). Zresztą przyłożono się nie tylko do muzyki, zadbano też o odpowiednią oprawę graficzną zatrudniając do sesji zdjęciowej ponętne niewiasty (zawsze to jakaś wartość dodana). Wracając zaś do muzyki, powinna ona zadowolić gusta większości nawet najbardziej wybrednych miłośników melodyjnego hard rocka.

Oficjalna strona zespołu: www.tangodownband.com