Red Zone Rider - Red Zone Rider

Red Zone Rider - Red Zone Rider

Wydawca: Magna Carta Records
Rok wydania: 2014

  1. Hell No
  2. By the Rainbow's End
  3. House Of Light
  4. Cloud Of Dreams
  5. Save It
  6. Never Trust A Woman
  7. Obvious
  8. The Hand That Feeds You
  9. Hit The Road
  10. There's A Knowing
  11. Count's 77

Skład: Kelly Keeling - śpiew, gitara basowa bezprogowa, organy; Vinnie Moore - gitary; Scot Coogan - perkusja i instrumenty perkusyjne

Produkcja: Mike Varney

Moda na supergrupy nie ustaje, tym razem przyszła pora na trzech dobrze znanych w hard rockowych kręgach panów. Gitarzysta Vinnie Moore znany jest przede wszystkim ze swojej działalności solowej, ale występuje też w szeregach UFO (niegdyś również w grupie koncertowej Alice Copera). Wokalista i basista Kelly Keeling udzielał się z kolei w Baton Rouge, MSG i Trans-Siberian Orchestra, a perkusista Scot Coogan bębnił u Lity Ford, Ace'a Frehleya, Brides Of Destruction, a ostatnio w Lynch Mob. Materiał zarejestrowano w zeszłym roku w Las Vegas pod okiem producenta Mike'a Varneya i wydano pod szyldem Red Zone Rider.

Trzej muzycy postanowili grać klasycznego, podszytego bluesem hard rocka w stylu grup takich jak Led Zeppelin, Deep Purple, Free, Bad Company, Mountain, Grand Funk Railroad, Rival Sons i The Temperance Movement. Obrany styl słychać już od pierwszych dźwięków Hell No. Otwierająca "samozatytułowany"album kompozycja rozpoczyna się od kilku bluesowych "brzdąknięć" na gitarze, a potem wchodzi Keeling ze swoim głosem przypominającym tu Davida Coverdale'a z pierwszej połowy lat '80 ubiegłego wieku. Dalej kawałek sunie sobie do przodu w sposób wprawdzie dość przewidywalny, za to cieszący ucho fanów klasycznego hard rocka. Do mnie bardziej trafia kolejne w secie By the Rainbow's End. Numer jest wolny, ciężki i melodyjny, bardziej przypominający Purpli ze słynnego składu MKII. Ciekawie wypada tu również improwizowana solówka Moore'a. Nieco już łagodniejsze House Of Light ze swoim mocno radiowym brzmieniem próbuje chyba przypodobać się wiadomemu środkowi masowego przekazu. Kompozycja jest zgrabna, dobrze zaaranżowana i może przypaść do gustu nie tylko fanom muzyki rockowej. Wolne i nastrojowe Cloud Of Dreams to coś dla sympatyków Rainbow i wczesnego Whitesnake. Taka ballada z bluesującymi gitarami i brzmieniami organów w tle. Save It umiejętnie łączy w sobie wpływy Deep Purple z różnych okresów (nawet tych z wpływami funka) z zagrywkami rodem z Zeppelinów. Grupa sprawia wrażenie dobrze zgranej, zupełnie jakby muzycy znali się dużo wcześniej i już kiedyś ze sobą razem grali - ta uwaga odnosi się zresztą do całego wydawnictwa. W przypadku Never Trust A Woman od razu pomyślałem sobie, że numer o tak fajnym tytule nie może być słaby. No i nie jest. Słychać inspiracje twórczością Białego Węża, nawet Keeling wokalnie ciągnie pod Coverdale'a. Fajerwerków nie będzie, raczej transowo powtarzane riffy i bluesowe zacięcie u podstaw. Obvious całościowo nieszczególnie do mnie przemawia, ale doceniam ciekawie brzmiące zagrywki Kelly'ego na bezprogowym basie oraz doskonałe solo Vinniego. Z kolei The Hand That Feeds You to jeszcze jedna gratka dla pożeraczy klasycznego hard rocka. Kawałek musi świetnie prezentować się na koncertach, bo energii to z pewnością mu nie brakuje. Hit The Road to głównie taka mieszanka funka z bluesem. Niestety, coś nie bardzo przemyślano linie wokalne, przynajmniej w zwrotkach (refreny są już lepsze). Kapitalnym nagraniem jest There's A Knowing, gdzie wprawne ucho wysłyszy sporo wpływów z Deep Purple, Uriah Heep, Rainbow i Whitesnake. To genialne, jak mając zaledwie trzech ludzi w składzie, zespół stworzył brzmienie, które w normalnych warunkach wymagałoby ekipy pięciu muzyków. Posłuchajcie współbrzmień gitary, klawiszy i sekcji rytmicznej - coś pięknego! Do tego jeszcze boskie solo Vinniego... W zamykającym album Count's 77 formacja powraca do bardziej żywiołowego grania i słychać tu przede wszystkim zeppelinowskie zacięcie, choć wokalnie Keelingowi znów bliżej do Coverdale'a. Jeszcze jedna pozycja, z którą koniecznie trzeba zapoznać się na żywo.

Zazwyczaj sceptycznie podchodzę do tego typu projektów, ale Red Zone Rider zrobiło mi miłą niespodziankę. Fani klasycznego hard rocka dostają dobrze wyprodukowany materiał, pełen wyrównanych kompozycji i w sumie pozbawiony jakichś chamskich zapychaczy. Poszczególne nagrania utrzymane są w różnorakich tempach, a muzycy umiejętnie żonglują różnymi (znanymi wcześniej) patentami. Stylistycznie rewolucji nie ma, co jest akurat w tym wypadku zaletą, jest za to zgrabne przypomnienie tego, jak grało się kiedyś. Jeśli brać pod uwagę tylko klasycznie hard rockowe krążki, płyta Red Zone Rider to ścisłe Top 10 2014 r.

Oficjalny profil zespołu na Facebooku: www.facebook.com/RedZoneRider