Mr. Big - ...The Stories We Could Tell

Mr. Big - ...The Stories We Could Tell

Wydawca: Triage Music Firm
Rok wydania: 2014

  1. Gotta Love The Ride
  2. I Forget To Breathe
  3. Fragile
  4. Satisfied
  5. The Man Who Has Everything
  6. The Monster In Me
  7. What If We Were New?
  8. East/West
  9. The Light Of Day
  10. Just Let Your Heart Decide
  11. It's Always About That Girl
  12. Cinderella Smile
  13. The Stories We Could Tell
  14. Addicted To That Rush (Live) [bonus track]

Skład: Eric Martin - śpiew; Paul Gilbert - gitary, chórki; Billy Sheehan - gitara basowa, chórki; Pat Torpey - perkusja i instrumenty perkusyjne, chórki

Produkcja: Pat Regan

Od 2009 r. Mr. Big ponownie ciągnie swój wózek kariery i nagrywa żywo brzmiące krążki. W 2011 r. fani tej amerykańskiej formacji otrzymali udaną płytę What If..., teraz otrzymują jej naturalna kontynuację zatytułowaną ...The Stories We Could Tell. Żadnych większych niespodzianek nie ma, jest po prostu hard rock bez większego studyjnego posypywania cukrem pudrem.

Przy tworzeniu materiału zespół Gilberta i spółki sięgnął po pomoc zewnętrznych kompozytorów, w "credits" padają takie mniej i bardziej znane nazwiska jak Lanny Cordola, Alex Dickson, James Dotson, Tony Fanucchi, Marti Frederiksen i Andre Pessis, ale jakoś szczególnie tego nie słychać i album pod względem aranżacyjnym jest bardzo spójny. Producentem ścieżek został Pat Regan, ostatnio współpracujący z grupą w 1999 r. Mniej więcej w trakcie sesji nagraniowej u perkusisty Pata Torpeya rozpoznano postepujące objawy choroby Parkinsona, więc musiał on używać programatora. Tyle w kwestii wprowadzenia, niech za siebie przemówi jednak muzyka. Gotta Love The Ride rozpoczyna krążek jakby wybudzającym się wstępem, lecz dalej robi się bardziej dynamicznie, a nawet skocznie. Gitary brzmią ostro, bas jest słyszalny, Eric Martin śpiewa z należną werwą i do tego melodyjnie, a Paul dobije świetną solówką każdego, kto miałby jeszcze jakieś wątpliwości co do formy zespołu. Podsumowując, pierwsze nagranie z zestawu jest udane i zarazem jedne z najlepszych na płycie. I Forget To Breathe to już niestety kompozycja dość sztampowa (najgorzej wypadają zwrotki), na szczęście w refrenach robi się nieco bardziej żywiołowo, no i solóweczka też będzie niczego sobie. Szaleństw nie ma, zdecydowano się na średnie, nieco podbite tempo. Lepiej grupa prezentuje się w wolniejszym, klimatycznie balladowym Fragile i tu nawet z uśmiechem na ustach pochwalę dobrą robotę wokalną Martina. Mam tu pewne skojarzenia z Europe z czasów Prisoners In Paradise, nie tylko brzmieniowe, melodyczne czy aranżacyjne również. To też jeden z moich faworytów z zestawu. Bardzo udanym nagraniem jest Satisfied. Z jednej strony jakieś echa southernowe, co nieco z country bluesa, ale wszystko ciągnięte na dość ostrym zawadiackim brzmieniu. Na kolejnej pozycji dostajemy balladę zatytułowaną The Man Who Has Everything. To mniej więcej coś podobnego jak pamiętne Every Rose Has Its Thorn Poison, tylko z lepszymi słowami. Idę o zakład, że w Nashville piosenka już jest hitem. W The Monster In Me na pierwszym planie słychać przede wszystkim Gilberta, jednak nie będzie się on popisywał przez cały kawałek. Po chwili robi się z tego naprawdę ciekawy utwór, chociaż linie wokalne mogłyby być lepsze. What If We Were New? powraca w klimaty amerykańskie, niemal kowbojskie, ale nie będzie to ballada, tylko cięższy rocker. Balladą będzie następne z setu East/West. Założenie chłopaki pewnie mieli to samo, co niedawno Tesla, tyle że im wyszło to lepiej. The Light Of Day znakomicie wpisuje się w tradycję posthendriksowską i trąci klimatami z przełomu lat '60 i '70. Zadowoleni będą poszukiwacze stylu retro. Jeśli z kolei komuś mało jeszcze ballad, to oto nadchodzi Just Let Your Heart Decide. Ciepło brzmiąca, bez tej charakterystycznej niegdyś chrypki w głosie Martina. Główna baza oparta na akustykach, doprawiona jednak tradycyjną, elektryczną solówką. Dalej raczej dość przeciętny numer w postaci It's Always About That Girl. Eric uderza tu w bardzo wysokie tony udowadniając, że gardło ma jednak nie od parady. Cinderella Smile w ogóle do mnie nie trafia. Strasznie niezdecydowany kawałek, wolny, lecz nie ciężki, pozbawiony przy tym chwytliwych elementów. Po prostu gorszy od poprzedników pod każdym względem. Sytuację ratuje tytułowe nagranie The Stories We Could Tell. Tutaj mamy fajne zagrania na gitarze we wstępie, odważnie wchodzącego za mikrofon Martina i finalnie klimaty hendriksowsko-kotzenowskie. Na deser fani dostaja jeszcze koncertową wersję Addicted To That Rush, czyli kolejną odsłonę klasyka grupy, który pod względem technicznym niejednego zawodnika może wpędzić w kompleksy. Jedyna wada - cicho nagrane wokale.

...The Stories We Could Tell trzyma wysoki poziom poprzedniczki, chociaż znalazły się tu 3 słabsze kompozycje. Poza samymi ścieżkami podobać może się żywe brzmienie krążka, dzięki czemu słuchacz czuje się prawie jak na koncercie, lub przynajmniej jakby stał gdzieś koło sali prób. Płytę polecam fanom zespołu i tej czystej odmiany hard rocka oraz wszystkim tym, którym spodobał się album poprzedni.

Oficjalna strona zespołu: www.mrbigsite.com