Zestawienie najlepszych płyt za rok 2010

GUITARRIZER

Jakże radosnym jest fakt, iż pomimo kiepskich muzycznie (i nie tylko) czasów wciąż wychodzi masa wspaniałych płyt, dla których warto rozbić świnkę-skarbonkę. Owszem, w zalewie mało ciekawych wydawnictw te kilkanaście/kilkadziesiąt pozycji może się wydawać niewielką ilością, ale porównując sytuację np. z tą z początku XXI wieku obecna pozwala spoglądać w przyszłość z dużym optymizmem. Znów kilka udanych powrotów; raz jeszcze kilka młodych kapel udowadnia, że kiedy są chęci i zapał, to można nagrać coś powalającego na kolana. Z tym większą frajdą zabrałem się za ponowne odsłuchiwanie tego, co przyniósł rok 2010, by stworzyć poniższe zestawienie.
Kolejność typów jak zwykle niezobowiązująca - skoro coś już znalazło się na tej liście, to znaczy, że musi być cholernie dobre. Po raz kolejny 20 typowań, by nie pominąć co ważniejszych tegorocznych krążków, chociaż lekko mógłbym dodać kolejną dychę.

Anthriel - The Pathway

1. Anthriel - The Pathway

Wskoczyli na moją listę dopiero pod koniec roku, za to od razu na wysoką pozycję. Moim zdaniem to jedno z najlepszych dań, jakie muzycznym smakoszom może w dzisiejszych czasach zaproponować Finlandia. Mieszanina grania neoklasycznego z progmetalem to coś, co mnie od paru ładnych lat kręci, a Finom udało się idealnie w te klimaty wpasować.

Charlotte - Medusa Groove

2. Charlotte - Medusa Groove

Tak, jest to wprawdzie album wydany po wielu latach od jego powstania, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by traktować go jak nowość. Niesamowity, bluesujący styl grania gitarzystów i unikatowy głos wokalisty mający coś z Jima Morrisona zmieszane razem powodują, że nad "Medusa Groove" unosi się jakaś magia. Wciąż nie mogę uwierzyć, jak to możliwe, że ta kapela nie zrobiła nigdy kariery!

Sora - Desire And Truth

3. Sora - Desire And Truth

Na drugą solową płytę tego Kanadyjczyka trzeba było czekać kilka lat, ale opłacało się, gdyż całościowo to kapitalne dzieło jest lepsze od "jedynki". Erol w cyfrowych czasach zdołał wskrzesić brzmienie hard rocka charakterystyczne dla lat '70-'80 i pokazać, że ta muzyka wcale nie umarła i wciąż może brzmieć świeżo. Przy okazji udowodnił też, że i w roli wokalisty spisuje się wspaniale.

Aspera - Ripples

4. Aspera - Ripples

W gatunku, w którym poruszają się młodzi Norwedzy, wychodzi wiele bardzo przeciętnych płyt, a mimo to udało się chłopakom wydać album na tak wysokim poziomie, że i bardziej doświadczeni koledzy z branży mogą patrzeć z zazdrością i motywować się do ciężkiej pracy. Niesamowicie dopracowane brzmienie, spora dawka melodyki i zarazem spore wymagania odnośnie ewentualnego następcy.

Seventh Wonder - The Great Escape

5. Seventh Wonder - The Great Escape

Genialnego "Mercy Falls" nie przeskoczyli, ale po prawdzie to nowej płycie niewiele do poprzednika brakuje. Rzecz dla miłośników dobrego, melodyjnego, symfonicznego progmetalu z dużą ilością smaczków. Szwedzi raz jeszcze stanęli na wysokości zadania.

Danger Angel - Danger Angel

6. Danger Angel - Danger Angel

Melodyjny hard rock najwyższej próby. Zaskoczył mnie nie tylko wysoki poziom wykonawczy członków zespołu, ale i sam kraj ich pochodzenia, wszak Grecja nie słynie z tuzów w tym gatunku. Może się to zmieni za sprawą Danger Angel - trzymam kciuki.

Crazy Lixx - New Religion

7. Crazy Lixx - New Religion

Sporo osób zachwycało się pierwszym wynurzeniem tej szwedzkiej formacji, mnie jednak ujął mocno dopiero ich drugi krążek. Tym materiałem grupa awansowała do pierwszej ligi wśród zespołów współcześnie grających melodyjnego hard rocka. Sporo zapożyczyli od klasycznego Def Leppard, ale o to akurat nie zamierzam się ani trochę gniewać. Dzięki takim płytom zaczynam wierzyć w powrót hair metalowej stylistyki lat '80.

George Lynch - Orchestral Mayhem

8. George Lynch - Orchestral Mayhem

Jak mawia mój kolega, trzeba się czasem odchamić. Doskonale nadaje się do tego obcowanie z klasyką, a by pozostać równocześnie w kręgu rocka, można sięgnąć po nowe dzieło Lyncha. Gitarzysta nie bawił się w kopiowanie nagrań nuta w nutę, po prostu poimprowizował sobie i poszalał trochę wokół znanych tematów. Efekt końcowy nad wyraz oszałamiający.

Paul Gilbert - Fuzz Universe

9. Paul Gilbert - Fuzz Universe

Wciąż w doskonalej formie technicznej, wciąż pełen pomysłów i wciąż z poczuciem humoru. Kolejny wypiek Paula Gilberta jest bardzo smakowity i łatwo strawny, posiada wszystkie cechy, jakie cenię sobie u wymiataczy. Nie ma przerostu formy nad treścią, a zarazem nie brakuje typowej dla tego gatunku gitarowej pirotechniki.

Ratt - Infestation

10. Ratt - Infestation

Zanim jeszcze powrotne wydawnictwo gryzoni wpadło w moje ręce, widziałem i słyszałem sampla ze studia nagrań i już wtedy wiedziałem, że to będzie solidna pozycja. Ratt nie pogrzebało swej marki, nie zawiodło, to nadal ta sama stylistyka grania co za najlepszych czasów zespołu, a muzycy są nadal w znakomitej formie. Jeśli wszystkie powroty mają być takie, to jestem jak najbardziej za.

Myrath - Desert Call

11. Myrath - Desert Call

Inspiracją dla tej tunezyjskiej formacji były takie grupy jak Adagio i Symphony X, z tym że połączono to wszystko z arabską muzyka folkową, co dało piorunujący efekt. Dostaliśmy granie nietypowe, egzotyczne, intrygujące. Jedyną wadą krążka jest podobieństwo nagrań, przez co za połową można się nieco znużyć.

Fabri Kiareli's F.E.A.S.T. - Rise

12. Fabri Kiareli's F.E.A.S.T. - Rise

Przesłanie wydawnictwa jest to samo co u Sory: melodyjny hard rock żyje. Co z tego, że mamy tutaj deja vu i słyszeliśmy podobne zagrywki u Whitesnake, Dokken, XYZ, Steelheart i Ozzy'ego Osbourne'a? Czyż nie jest miło posłuchać tego jeszcze raz?

The Crystal Caravan - Against The Rising Tide

13. The Crystal Caravan - Against The Rising Tide

Gorliwość, z jaką ten młody septet zabrał się za kopiowanie brzmienia klasyków hard rocka, musi budzić podziw. Płytę można zestawić z najlepszymi albumami w tym gatunku i wyjdzie ona obronną ręką. Nie wiem, jak rynek muzyczny potraktuje to wydawnictwo, ale życzę Szwedom udanej kariery.

Caravellus - Knowledge Machine

14. Caravellus - Knowledge Machine

Miód, malina i orzeszki. Niesamowity krążek ambitnych Brazylijczyków dużo nie odstający od najlepszych wzorców na progmetalowej scenie. Wiele zmian tempa, ogrom melodii, ciekawe aranżacje, a przy tym moje zadowolenie wzbudza fakt kopiowania kapel typu Seventh Wonder, Dream Theater, Symphony X oraz kilku innych, które uwielbiam.

Shining Line - Shining Line

15. Shining Line - Shining Line

Do projektów wszelkiej maści zawsze podchodzę nieufnie i z dystansem, czasem zdarza się jednak, że ze zbiorowiska muzyków wypączkuje jakaś dobra płyta. Tutaj główna siła krążka polega na tym, że do poszczególnych kawałków dobierano wokalistów, dla których akurat taka stylistyka to niemal środowisko naturalne.

Meat Loaf - Hang Cool Teddy Bear

16. Meat Loaf - Hang Cool Teddy Bear

W sumie dość typowe dzieło jak na tego artystę, ale jak się nagrywa krążki z takim rozmachem, to nie mogą one być złe. Szkoda, że zabrakło Steinmana, no i kilka nagrań też mogłoby być lepszych, jednak całościowo wydawnictwo się broni. Można polecać nieobeznanym jeszcze słuchaczom jako płytę pierwszego kontaktu z twórczością "Klopsika".

Royal Hunt - X

17. Royal Hunt - X

Miałem wyrzuty sumienia, że nie wymieniłem tego zasłużonego przecież zespołu i jego płyty "Collision Course: Paradox II" przy typowaniu krążków do listy roku 2008. Nadszedł czas zadośćuczynienia. Wciąż mamy symfoniczny progmetal, ale i coraz więcej nawiązań do klasycznego hard rocka. Muzycy uzależniają wydanie kolejnej płyty od wyników sprzedaży "dziesiątki" - jeśli nowy materiał ma być tak dobry jak wcześniejszy, to tylko kibicować, by "X" szło jak ciepłe bułeczki.

Wicked Sensation - Crystallized

18. Wicked Sensation - Crystallized

Jedna z moich ulubionych muzycznych ekip powraca z Robertem Soeterboekiem na wokalu. Muzycy nie kombinują i serwują nam granie w dokładnie takim samym stylu jak na 'Exceptional". Trochę brakuje mi tu solówek Sanga Vonga, ale trzeba przyznać, że Michael Klein i tak dobrze poradził sobie w pojedynkę.

Division By Zero - Independent Harmony

19. Division By Zero - Independent Harmony

Można przecierać oczy ze zdumienia, ale wreszcie doczekaliśmy się kapeli, z której Polacy mogą być dumni. Progmetal na światowym poziomie i absolutnie bez żadnych kompleksów wobec takich wykonawców jak choćby Dream Theater. Kto nie wierzy, niech koniecznie sprawdzi "Independent Harmony".

State Of Rock - A Point Of Destiny

20. State Of Rock - A Point Of Destiny

Rok 2010 był bardzo pracowity dla Tony'ego Millsa i tak się akurat składa, że swój najlepszy wypiek dostarczył wraz z "A Point Of Destiny". Połączenie stylistyki zespołów Frontline i Shy okazało się nadzwyczaj udane. Warto posłuchać, bo nie wiadomo, czy jeszcze coś razem nagrają, gdyż główny kompozytor powrócił w szeregi Evidence One.

By uspokoić moje sumienie, które gryzie mnie z racji niewymienienia kilku zespołów na powyższej liście, pozwolę sobie tradycyjnie wspomnieć jeszcze kilka grup i ich wydawnictw godnych uwagi. Niezły materiał zaprezentowali tacy wykonawcy jak Rock Sugar (interesujący pomysł na aranżacje coverów), Phenomena, Edge Of Forever, Pussy Sisster (prawdopodobnie najlepsza pozycja glam/sleaze roku 2010), Joe Satriani (sprawdzona marka), Fracture (jedna z najlepszych obecnie, niezakontraktowanych kapel), China, Grand Illusion; Keel, Bangalore Choir (bieżące dzieło podoba mi się bardziej od debiutu), Acacia Avenue, Liberty N' Justice, Stratosphere (gratka dla fanów Malmsteena z początku lat '90), Giant, Voxen (udana pozycja dla fanów klasycznego Dokken i Keel), Crashdiet, Krokus, Unruly Child (Free w znakomitej formie), Shylock, Perihellium, Human Temple, James LaBrie, Dirty Dave Osti, Treat (długo byli w mojej czołówce, wypadli dopiero pod koniec roku), FM, Dreyelands, Gus Drax, White Widdow, H.e.a.t, Mindgames, Hungryheart, Stage Dolls, Wig Wam (nie spodziewałem się, że mi się kiedyś spodobają), Motörhead, Hard (jeden z kawałków często chodzi mi po głowie), Big Ball, Legacy, Terry Brock (solowo poszło mu lepiej niż ze Strangeways), N.O.W., Yngwie Malmsteen (wciąż niezmordowany), Dirty Skirty, Two Fires, Snew (jedna z najlepszych kopii AC/DC), Priscilla, Rattler, Jettblack, White Wizzard (zastąpią kiedyś starzejące się Iron Maiden), Bombay Black i Vince Neil, a z dużo ostrzejszych rzeczy Overkill (świetny kawałek odradzającego się thrashu) i Dark Tranquillity (melodyjny death/heavy metal).

Nie obyło się bez rozczarowań. Wśród nich Pretty Maids (singiel wprawdzie niezły, reszta materiału już nie bardzo), Ozzy Osbourne (legendarny wokalista i tak nie nagrał nic porywającego od co najmniej dekady), Angels Of Babylon (znane nazwiska nie chronią, jak się okazuje, przed wtórnością materiału), Strangeways (płyta sprawia wrażenie nagrywanej w pośpiechu) i Silent Call (po kapitalnym debiucie spodziewałem się czegoś równie dobrego - jest niby podobnie, ale to już nie to). Z innej beczki, rozczarowaniem dla mnie jest też odejście z H.e.a.t Kenny'ego Lecremo, jakoś nie jestem przekonany, czy nowy wokalista będzie w stanie godnie go zastąpić. Były też i smutniejsze wydarzenia - do "Krainy Wiecznych Łowów" odeszli Ronnie James Dio i Steve Lee (wokalista Gotthard), co jest sporą stratą dla hard rockowego świata. Natura nie znosi ponoć próżni i mam nadzieję, że pojawią się za jakiś czas nowi utalentowani gardłowi na ich miejsce.

Oczekiwań szczególnych względem roku 2011 tym razem nie mam i zwyczajnie nastawiam się na garść miłych niespodzianek. Niemniej jednak nie da się ukryć, że interesuje mnie, co też wyda Van Halen z Lee Rothem na wokalu, bo ta reaktywacja to z pewnością jedno z najbardziej sensacyjnych, muzycznych wydarzeń tej dekady. Ze spokojem czekam na nowości od Mr. Biga, Alice Coopera, Lynch Mob, Eclipse i Symphony X. Napawa optymizmem fakt, że coraz więcej zespołów podpisuje kontrakty z wielkimi wytwórniami, a te nie inwestują przecież w to, co nie przynosi im zysku. Do tego grona w ostatnim czasie "załapali się" Gotthard, China, Crashdiet, Steel Panther, Reckless Love, nawet Shakra... Może przyjdzie czas i na inne grupy. Czy rok 2011 przywróci melodyjnego hard rocka na salony? Pewnie nie, ale jestem pewien, że ta muzyka dobrze sobie poradzi i w podziemiu.