GUITARRIZER
Rok 2009 to niemal istny potop, prawdziwy zalew sceny melodyjnych odmian rocka, jeśli chodzi o ilość płyt, jakie ujrzały światło dzienne. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy przesłuchałem ponad pół tysiąca pozycji, co daje liczbę prawie dwukrotnie większą w porównaniu z rokiem poprzednim. Nie oznacza to, że wybór najlepszych wydawnictw do niniejszego zestawienia był przez to trudniejszy, wręcz przeciwnie, większość krążków była na tyle słaba, że została zdyskwalifikowana niemal na starcie, ale o tym pożalę się przy końcu całego wywodu. Nie próżnowali twórcy AOR-owi, ale poziom nagrań większości grup był zbliżony, toteż w moim zestawieniu ten gatunek będzie niemal nieobecny. Podobnie rzecz się miała z klasycznym hard rockiem, poziom wyrównany, natomiast rzuca sie w oczy tendencja do wydawania coraz większej liczby albumów w tej stylistyce. Czyżby wracała moda na granie w klimatach Led Zeppelin? Z rockiem, czy też metalem progresywnym było różnie. Większość wydawnictw była niestety taka sobie, jednak udało mi się wygrzebać kilka perełek, które trafiły na moją listę.
Tradycyjnie w przypadku przygotowanego przeze mnie zestawienia kolejność wzmiankowanych pozycji nie gra szczególnej roli. Oto moje typy do miana najlepszej płyty roku 2009:

1. DGM - Frame
Płyta Włochów była moim absolutnym faworytem od czasu, jak tylko wyszła i nic nie strąciło jej z piedestału aż do końca roku. Dużo karkołomnych riffów, rewelacyjne brzmienie, wysoki poziom techniczny, wspaniałe melodie... Doskonały pokaz możliwości technicznych Simone Mularoniego i reszty chłopaków.

2. Steevi Jaimz - My Private Hell
Jeden z albumów, które łatwo pokochać od pierwszego usłyszenia. Steevi nagrał krążek lepszy niż jego niegdyś macierzyste Tigertailz, a do tego jest to jedna z najlepszych produkcji ze stajni Chrisa Laneya, w mojej ocenie nawet lepsza niż jego solowe wydawnictwo.

3. Silent Memorial - Retrospective
Fakt faktem, że największą zasługą Szwajcarów jest sklonowanie najlepszych według mnie dokonań Dream Theater. Oryginalności wprawdzie zero, ale za to jakie wykonanie! Kraj serów i czekolad może poszczycić się jeszcze jednym produktem wysokiej jakości.

4. Vindictiv - Ground Zero
Godny następca rewelacyjnego debiutu, choć w przeciwieństwie do niego znalazło się tu kilka słabszych kompozycji. Z drugiej strony ilość smaczków, jakie zostały tu wplecione, w tym klasyczna mini-orkiestra, jest po prostu ujmująca i rekompensuje nieliczne mankamenty wydawnictwa.

5. Voices Of Rock - II - High & Mighty
Doskonały przykład na to, że producenci mogą wykreować prawdziwe dzieło sztuki. Postawiono na sprawdzone patenty, nie eksperymentowano i przede wszystkim zatroszczono się o zebranie pod jednym dachem najlepszych "głosów rocka". Dodam, że rocka melodyjnego. Po dwóch wspaniałych albumach rośnie apetyt na trzeci.

6. Adagio - Archangels In Black
Był to jeden z pierwszych albumów, jakie trafiły w moje ręce Anno Domini 2009 i jakie bardzo często gościły w moich głośnikach w pierwszej połowie roku. Wielu słuchaczy oburza się na fakt, że ta francuska grupa tak odważnie podeszła do eksperymentów w łączeniu ze sobą zdawałoby się odległych gatunków (pojawiły się nawet growle). Cóż, mnie się to spodobało.

7. Lynyrd Skynyrd - God & Guns
Ta legenda southern rocka jest po prostu nieśmiertelna. Pomimo przeciwności losu robi swoje i co najważniejsze, nagrywa rewelacyjny krążek potwierdzając tym samym swoje pierwsze miejsce w gatunku. Płyta ma ten niesamowity klimat, który sprawia, że wydaje się być autentyczna, naturalna i skomponowana z sercem.

8. Chickenfoot - Chickenfoot
Szczerze mówiąc, podchodziłem z rezerwą do informacji o tym wydawnictwie. Byłem przekonany, że takie osobistości jak Sammy Hagar i Joe Satriani nie zgrają się i wyjdzie z tego jakiś chłam. Jakże się myliłem. To jedno z najlepszych, nawiązujących do klasyki wydawnictw hard rockowych w ostatnich latach.

9. Pantommind - Lunasense
Totalne zaskoczenie. Kompletnie nie spodziewałem się, że kiedykolwiek usłyszę jakiś progmetalowy zespół z Bułgarii i w dodatku tak dobrze grający. Zresztą chłopaki przykładają się nie tylko do muzyki, godna pochwały jest też szata graficzna okładki, że nie wspomnę o stronie internetowej kapeli.

10. Amaryllis - Inquietum Est Cor
Nasza rodzima ekipa z Poznania porwała się na nietypowy eksperyment i połączyła muzykę dawną z rockiem progresywnym. Ponieważ nie jest to granie łatwe i stereotypowe, raczej nie wróżę muzykom komercyjnego sukcesu, ale jestem pewien że album docenią słuchacze ceniący sobie oryginalność i wysoki poziom wykonawczy.

11. Hardcore Superstar - Beg For It
Ta ekipa ewoluuje i to w kierunku, jaki bardzo mi odpowiada. Jest w tym pewnego rodzaju świeżość i energia, jest i pewnego rodzaju nadzieja, że nie wszystko co nowe musi być mizernej jakości. Płyta spodobała mi się ze względu na pewne podobieństwa stylistyczne do Gemini Five "Sex Drugs Anarchy", gdzie uwiodły mnie te same cechy w nagraniach.

12. Jorn - Spirit Black
Ten norweski wokalista nie przestaje mnie zaskakiwać i zaczyna nagrywać krążki, które trafiają w mój gust. "Spirit Black" jest w mojej ocenie lepszym wydawnictwem od "Lonely Are The Brave", choć i tamto złe przecież nie było. Mam przeczucie, że najlepsze dzieło Jorna jeszcze przed nami.

13. Arthur Falcone' Stargazer - The Genesis Of The Prophecy
Niby nic oryginalnego, bo utalentowany włoski gitarzysta raptem kopiuje styl Ritchiego Blackmore'a i Yngwiego Malmsteena, ale w jaki sposób to robi, to kapelusze z głów! Jest jak swego rodzaju animator, potrafi włożyć w swe granie tyle duszy, że łatwo dałbym się oszukać, czy nie gra tu może sam Blackmore lub Yngwie.

14. Vinnie Moore - To The Core
Vinman potwierdza swoją klasę kolejną płytą, na którą przyszło czekać maniakom gitarowego wymiatania parę ładnych lat. Wirtuoz nie odkrywa na niej w zasadzie niczego nowego, raczej pokazuje, że wciąż jest w wysokiej formie. Przede wszystkim nie ulega modom, robi swoje, przy tym udowadniając, że nie wszystko w dzisiejszych czasach jest dla kasy, a prawdziwa sztuka się obroni.

15. Joe Stump - Virtuostic Vendetta
Umiejętności tego wioślarza są niepodważalne, choć wciąż nie wiem, czy naśladowanie Malmsteena w jego stylu gry to zaleta, czy może wręcz przeciwnie. Najbardziej w pamięci utkwił mi utwór "The Dance Of Kashani" i jest on w moim odczuciu swojego rodzaju wizytówką owego krążka.

16. Veloce Hystoria - Shining & Majestic
Progmetal z neoklasycznymi wtrętami grają Francuzi znakomity i pewnie znaleźliby się w pierwszej dziesiątce, gdyby na płycie zaśpiewał jakiś lepszy wokalista. Siłę rażenia mają podobną do ubiegłorocznego wydawnictwa Hollow Haze i jak dla mnie jest to mniej więcej ta sama liga.

17. Dream Theater - Black Clouds & Silver Linings
Nowojorczycy odgrażali się, że szykują cos na miarę "Images And Words", rzeczywistość okazała się wprawdzie zupełnie inna, ale album jest pod co najmniej kilkoma względami lepszy od swego poprzednika, więc należy mu się miejsce na niniejszej liście. Dream Theater to teraz zespół metalowy, nadal jednak potrafiący zaskoczyć od czasu do czasu jakimś ciekawszym pomysłem.

18. W.A.S.P. - Babylon
Płyta ekipy Blackiego wydaje mi się trochę za krótka, ale jest na tyle dobra, że mi to jakoś szczególnie nie przeszkadza. Można dyskutować, czy jest to pozycja lepsza od "Dominatora", ale niezaprzeczalny jest fakt, że swój sukces zawdzięcza klonowaniu pomysłów z klasycznych krążków grupy.

19. Winger - Karma
Załoga Kipa to jeden z moich ulubionych zespołów od wielu lat, więc to niemal pewne, że cokolwiek nagrają, to mi się spodoba. Najnowsze dziecko Wingera podoba mi się, niemniej jednak nie aż tak bardzo jak poprzedni album studyjny, "IV", stąd też i niższe miejsce na tej liście rarytasów.

20. Solna - Eurameric
Najzabawniejsze w przypadku tej płyty jest to, że przy pierwszych dwóch przesłuchaniach kompletnie mi się nie podobała. A po kilku kolejnych już nie mogłem się od niej oderwać... Świetna robota Pameli Moore i nadzwyczaj udane zgranie instrumentalistów co do wspólnego kierunku. Trochę za dużo znalazło się tu ballad, ale wybaczam.
Znakomitych wydawnictw było w roku 2009 całe mrowie i by oddać sprawiedliwość temu rocznikowi, należałoby listę rozszerzyć do co najmniej 50-60 pozycji. Z różnych powodów z mojego zestawienia wypadło wiele zespołów, co nie znaczy, że nie są one godne uwagi. Wśród nich były m. in. Sunstorm, Hardline, Heaven & Hell, Steel Panther, Constancia, Impellitteri, Place Vendome, Dirty Penny, Europe, Mob Rules, Dynazty, Shakra, Fire, Doro, Black River, Eruption, Overland, Babylon Bombs, Praying Mantis, Mind Key, Wildstreet, Jaded Heart, Gotthard, Danger Danger, Joy Machine, UFO, Tango Down, FarCry, Lynch Mob, Grand Design, Stryper, W.E.T., Adamantra, Salute, Rob Balducci, Heartlyne, Status Minor, Great White...
Chciałem jeszcze przy okazji wspomnieć o dwóch cholernie dobrych piosenkach, które mocno zapadły mi w pamięć i długo mnie "prześladowały". Pierwsza to "4 Leaf Clover" Strypera, posiadająca niesamowity klimat i wybijająca się dalece ponad i tak całkiem niezły album. Drugą jest "Too Far Away" polskiego Black River - nadzwyczaj udane połączenie wpływów Motörhead, Danzig i Deftones urzekło mnie od razu i nadal mnie kręci.
W kategorii umiarkowanych rozczarowań roku mógłbym wymienić płyty Lillian Axe, Danger Danger i Queensrÿche. Po pierwszej ekipie spodziewałem się większej ilości melodii i rewelacyjnych solówek, po drugiej materiału o większym stopniu różnorodności (choć sama płyta jest dobra). Co do ekipy Geoffa, to bardziej zawiniły moje oczekiwania, po prostu naiwnie spodziewałem się czegoś na stylistkę "Empire". Pewnego rodzaju rozczarowaniem jest też fakt, że w zalewie tak ogromnej liczby albumów, tylko niewielki ich procent posiada jakieś walory artystyczne. A szkoda, bo poprzedni rok w takim ujęciu procentowym był o wiele lepszy.
Nadzieje na rok 2010? Jestem ciekawy, co też tym razem zmajstruje Alice Cooper. Niesłychanie ucieszyła mnie wiadomość o powrocie na scenę muzyczną grupy Fifth Angel, bo ich drugi krążek od wieków uważam za jeden z najlepszych w gatunku hard rocka. Możliwe że pozytywnie zaskoczy mnie inna powracająca załoga - Fates Warning. Mam przeczucie, że nowy materiał Gianta nie dorówna jego starszym nagraniom, ale obym się mylił. Apetyt rozbudzają zapowiedzi nowych wydawnictw Ratt, M.ill.ion, Keel, Silent Call, Sora i Symphony X. Doświadczenia z ostatnich lat nauczyły mnie także nie ignorować zdolnych debiutantów i "spodziewać się" miłych niespodzianek.