Zestawienie najlepszych płyt za rok 1995

GUITARRIZER

Wszyscy wiemy jak jest, czasy grunge i odradzającego się punka, w mediach głównego nurtu nic ciekawego dla siebie nie znajdziemy. Gdy jednak rozejrzeć się się po półkach zaprzyjaźnionych sklepów muzycznych i poczytać nieco muzycznej prasy, można natrafić na wiele perełek. Okazuje się, że w roku 1995 dobrych wydawnictw w melodyjnych gatunkach rocka i metalu było całkiem sporo i każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Do mnie najbardziej trafiły następujące krążki:

Yngwie J. Malmsteen - Magnum Opus

1. Yngwie Malmsteen - Magnum Opus

Jak do tej pory chyba najlepszy album w dyskografii tego szwedzkiego wymiatacza. W prostej linii rozwinięcie formuły z "The Seventh Sign", ale jeszcze więcej hiciorów, co sprawia, że płyty bardzo dobrze się słucha od początku do końca. O tym, że pozycja będzie wysoko na tej liście wiedziałem od pierwszego zetknięcia się z arpeggio w "The Only One".

King Diamond - The Spider's Lullabye

2. King Diamond - The Spider's Lullabye

Pajęcza kołysanka kontynuuje serię doskonałych krążków Króla. Oprócz składnych kompozycji godne uwagi są jak zwykle gitarowe solóweczki, tym razem prezentowane przez duet LaRocque/Simonsen. Takie utwory jak choćby "Killer" mogłyby się z powodzeniem znaleźć na genialnej płycie "The Eye".

Tony MacAlpine - Evolution

3. Tony MacAlpine - Evolution

Również tym razem udana kontynuacja tego, co mistrz gitary i klawiszy pokazał uprzednio. Brzmieniowo może ciut lżej, mniej drapieżnie, za to nie brakuje galopad czy utworów wolniejszych. Wszystko urzeka bez względu na to, czy nawiązuje do neoklasyki czy skręca w kierunku fusion. Dla mnie jeden z najlepszych gitarowych albumów wszech czasów.

Ritchie Blackmore's Rainbow - Stranger In Us All

4. Ritchie Blackmore's Rainbow - Stranger In Us All

Blackmore skompletował doborowy skład i nagrał najlepszą płytę Rainbow, bo najbardziej przebojową. Jest tu zarówno klasyczny hard rock, jak i melodyka charakterystyczna dla lat '80. Całość bardzo dobrze wyprodukowana i nawet na siłę nie można się kompletnie do niczego przyczepić.

Uriah Heep - Sea Of Light

5. Uriah Heep - Sea Of Light

A tu perła zarówno dla tych, którzy lubią AOR jak i klasyczny hard rock, z którego ta formacja niegdyś słynęła. Zdarzają się numery drapieżne, w tym moje ulubione "Against The Odds", są i kawałki niemal hair metalowe jak "Universal Wheels", no i AOR-owe jak "Words In The Distance" czy "Logical Progression" - co najważniejsze, wszystkie rewelacyjne.

Megadeth - Hidden Treasures (EP)

6. MegadethHidden Treasures (EP)

To w zasadzie nie jest nowość, czy jakaś osobna pozycja, po prostu grupa Dave'a Mustaine'a pozbierała nagrania, które wcześniej popełniła na potrzeby soundtracków i tribute albumów. Zestaw piosenek jest naprawdę rajcowny i wcale bym się nie pogniewał, gdyby zespół zarejestrował cały krążek np. w stylu takiego "Angry Again".

Dream Theater - A Change Of Seasons (EP)

7. Dream Theater - A Change Of Seasons (EP)

Jeszcze jedna EP-ka w zestawieniu, tym razem od progresywnej ekipy Dream Theater. Kompozycja tytułowa miała się pierwotnie znaleźć na wspaniałym albumie "Images And Words, tutaj została zarejestrowana ponownie. Towarzyszą jej covery w wykonaniach koncertowych. Fajnie się tego wszystkiego słucha.

Savatage - Japan Live '94

8. Savatage - Japan Live '94

Zazwyczaj w moich zestawieniach nie uwzględniam płyt koncertowych, ale tutaj muszę poczynić wyjątek. Przyczynkiem do tego są choćby ciekawe interpretacje solówek Crissa Olivy dokonane przez Alexa Skolnicka. Sama płyta jak na koncertówkę ma też cholernie dobre brzmienie, w zasadzie nie odbiegające zbytnio od studyjnego.

Royal Hunt - Moving Target

9. Royal Hunt - Moving Target

Royal Hunt to bardzo oryginalny zespół, szczerze mówiąc na myśl w chwili obecnej nie przychodzi mi żaden inny, o którym mógłbym powiedzieć, że gra podobnie. Na pewno mamy spora dawkę melodyki, na pewno jakieś zapożyczenia z klasyki hard rocka (Rainbow?), ale nad wszystkim dominują symfonicznie brzmiące klawisze tworząc niepowtarzalne brzmienie. Póki co, najlepsze dzieło tej duńskiej załogi.

Greg Howe - Parallax

10. Greg Howe - Parallax

To już piąty solowy album tego genialnego gitarzysty. Znając dwa poprzednie dzieła Grega trudno o niespodzianki. Nadal jest to granie typu rock/fusion, nadal muzyk zachwyca słuchaczy swoją nienaganną artykulacją (połączenia wibrato, legato, staccato). Jest ciekawiej niż na "Uncertain Terms" i prawie tak dobrze jak na "Introspection".

Van Halen - Balance

11. Van Halen - Balance

Eddie Van Halen to żywa legenda gitary. W latach '80 jego styl kopiowali niemal wszyscy hard rockowi wioślarze. Eddie nadal wymiata (z sensem) i to nadal słychać na "Balance", reszta formacji też w znakomitej formie, ba, nawet podobają mi się linie wokalne Sammy'ego Hagara, choć na ogół za nimi nie przepadam. Cudo.</p

Bajm - Etna

12. Bajm - Etna

Polski akcent na liście zdominowanej przez zagranicznych artystów. Bajm to wysezonowana marka, poprzednie wydawnictwa grupy Beaty Kozidrak zawierały sporo hitów, ale dopiero tym razem można mówić o w pełni rockowej, nawet hard rockowej płycie. Całości materiału doskonale się słucha, a wszystkiego dopełniają melodyjne, techniczne solówki.

Steve Vai - Alien Love Secrets

13. Steve Vai - Alien Love Secrets (EP)

Nieco ponad pół godziny materiału od znanego sztukmistrza gitary. Znajdziemy tu m. in. wariację na "koński" temat użyty na ścieżce do filmu Crossroads, hołd dla Jimiego Hendriksa, zabawny dialog gitarowo-wokalny z dzieckiem i piękna balladę. Rzecz inna od Passion And Warfare, a równie dobra.

Firehouse - 3

14. Firehouse - 3

Dla wielbicieli dwóch pierwszych płyt Strażaków ta może być niemałym zaskoczeniem. Zniknęło gdzieś radosne granie i mocno popisowe gitarowe solówki. Kompozycje stały się dojrzalsze, a tematyka utworów poważniejsza. Nie jest gorzej, jest inaczej. Godny uwagi krążek.

Bon Jovi - These Days

15. Bon Jovi - These Days

Przyzwyczaiłem się do tego, że Jon i spółka grają raczej wesoło, a tu jest smutniej i poważniej. Mimo tego nadal podoba mi się muza chłopaków z New Jersey, nawet jak połowa zestawu to wypełniacze. Najlepiej wypada pierwsza połowa płyty, a zwłaszcza kapitalne "Hey God" i ballada "This Ain't A Love Song". Reszta zwyczajnie ujdzie.

Running Wild - Masquerade

16. Running Wild - Masquerade

Może i najlepsze lata hamburska załoga Rock'n'Rolfa ma już za sobą, jednak wciąż grzmoci porządnie w swoim charakterystycznym stylu. Wśród kompozycji dominują rockery w tempach od średnich po szybkie, więc przysnąć będzie trudno, za to łatwo będzie tupać nogą. Dla fanów Running Wild z pewnością pozycja obowiązkowa.

W.A.S.P. - Still Not Black Enough

17. W.A.S.P. - Still Not Black Enough

Można się rozwodzić nad tym, czy to jeszcze W.A.S.P., skoro z oryginalnego składu niewiele zostało, można debatować, że to w zasadzie solowy album Blackiego Lawlessa, ale powiem Wam jedno... To bez znaczenia, materiał jest tak samo dobry jak klasyki "seksualnych perwersów", a mnie podoba się bardziej od takiego "Inside The Electric Circus".

Dokken - Dysfunctional

18. Dokken - Dysfunctional

Jakoś udało się zakopać topór wojenny między Donem a Georgem i to, co miało być pierwotnie solowym krążkiem Dona Dokkena, najpierw ukazało się w Japonii pod koniec 1994 r. z innym tytułem, a potem już jako "Dysfunctional" w innych częściach globu. Przy pierwszym kontakcie byłem raczej rozczarowany, bo to nie brzmi jak klasyczny Dokken, lecz z czasem owo dzieło polubiłem.

Death - Symbolic

19. Death - Symbolic

Solidny następca "Individual Thought Patterns". Grupa Chucka Shuldinera to bez wątpienia jeden z najlepszych przedstawicieli death metalu, wielu uważa nawet, że najlepszy. Mamy tu wszystkie specyficzne atrybuty formacji, czyli growle Chucka, zmiany tempa, thrashowe riffy, punkową agresję, a dodatkowym atutem jest Gene Hoglan i jego bębny.

Nevermore - Nevermore

20. Nevermore - Nevermore

Umarło darzone przeze mnie wielkim szacunkiem Sanctuary, niech żyje Nevermore. W zasadzie zespół kontynuuje dziedzictwo swego poprzednika, tyle że gra nieco ciężej i może mniej melodyjnie, w zamian idąc w bardziej progresywny thrash metal. Wybredny słuchacz znajdzie coś dla siebie i tak ma być.

Ozzy Osbourne - Ozzmosis

21. Ozzy Osbourne - Ozzmosis

Podobno Ozzy miał się wycofać z tworzenia muzyki po wydaniu "No More Tears", ale chyba mało kto w to uwierzył. W 1995 r. wokalista wydał "Ozzmosis", kolejną udaną płytę, choć nieco słabszą od poprzednich i nieco odmienną brzmieniowo. Da się słuchać.

Dissection - Storm Of The Light's Bane

22. Dissection - Storm Of The Light's Bane

Black metal, ale za to jaki! W przeciwieństwie do wielu innych pozycji z gatunku jest zagrany technicznie, ma dobre brzmienie, a do tego jest jeszcze melodyjny. Kluczem do sukcesu okazało się zapatrzenie na twórczość kolegów ze szwedzkich grup death metalowych i klasyczny heavy metal.

Vader - De Profundis

23. Vader - De Profundis

Formalnie drugi album polskiej legendy death metalu. Zdumiewać może fakt, że grupa odeszła od dość melodyjnego, "slayerowego" grania, jakie znamy z czasów demówki "Necrolust" i debiutu "The Ultimate Incantation". Tu jest już bardziej w stylu zachodniej konkurencji zza oceanu. Jest moc.

Takara - Taste Of Heaven

24. Takara - Taste Of Heaven

Gratka dla miłośników muzyki z pogranicza melodyjnego hard rocka i AOR-u. Do tego jeszcze za mikrofonem Jeff Scott Soto, którego nie trzeba przedstawiać. Zgrabne nagrania, dużo melodii, udane aranżacje, dobra produkcja, naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Lata '80 wprawdzie już za nami, ale ich duch nadal żyje (oby jak najdłużej).

Alex De Rosso - Alex De Rosso

25. Alex De Rosso - Alex De Rosso

Całkiem niezły album włoskiego gitarzysty. Zasadniczo instrumentalny, ale pojawiają się nagrania z wokalem, w dodatku nie byle jakim, bo za mikrofonem stoi David Reece. Recenzenci porównywali styl gry Aleksa do Joe Satrianiego i George'a Lyncha i coś w tym jest.

Todd Duane - Todd Duane

26. Todd Duane - Todd Duane

Kolejny świetny wioślarz, zresztą promowany przez Shrapnel Records, a ta wytwórnia byle kogo nie wydaje. Instrumentalne granie rockowe z inklinacjami ku muzyce fusion i progresywnej. na upartego można porównać do czegoś pomiędzy Gregiem Howe a Richie Kotzenem.

AC/DC - Ballbreaker

27. AC/DC - Ballbreaker

Całkiem udana płyta australijskich weteranów hard rocka, czy też jak sami kiedyś stwierdzili, po prostu rock'n'rolla. Jedyny mankament jest taki, że płyta ukazała się po świetnym "The Razor's Edge", a grupa Angusa miała aż pięć lat, by stworzyć coś lepszego. Pod względem stylistycznym bez niespodzianek, ale przecież nikt rewolucji się nie spodziewał.

Slash's Snakepit - It's Five O' Clock Somewhere

28. Slash's Snakepit - It's Five O' Clock Somewhere

W pewnym sensie odrzuty pomysłów Slasha, których nie zaakceptował Axl Rose jako materiału dla Guns N' Roses. Pomieszanie starego z nowym, jakby chciano pożenić hard rocka z grungem, ale zgrabne. Płyta buja, no i ma fajną okładkę ;-)

Joe Satriani - Joe Satriani

29. Joe Satriani - Joe Satriani

Mistrz Satriani również postanowił zrobić fanom niespodziankę. Nie to, że przestał wymiatać całkowicie, ale nagrał jednak dzieło spokojniejsze, bardziej bluesowe i przede wszystkim prostsze, o surowszym brzmieniu. Przy pierwszym odsłuchu może "nie wejść", po kolejnych "wchodzi".

Demon Drive - Burn Rubber

30. Demon Drive - Burn Rubber

Demon Drive to nowy zespół starych wyjadaczy z niemieckiej sceny, wokalisty Michaela Vossa (Casaonova, Mad Max) i gitarzysty Angela Schleifera (Sinner, Bonfire). Znajdziemy tu kilka hitów, ale najbardziej błyszczy numer "Innocent Years".

To jeszcze nie wszystkie godne uwagi pozycje, jakimi uraczył nas rok 1995. Warto sięgnąć choćby po płyty takich wykonawców jak Slaughter, Alex Masi, M.ill.ion, Blind Guardian, Glenn Hughes, Demon Drive, Roxx Gang, John Norum, Fair Warning, Von Groove, przy odrobinie tolerancji nawet Warrant i Danger Danger.