GUITARRIZER
Po kilku latach muzycznej posuchy na polu melodyjnego hard rocka pojawiło się nieco wydawnictw, które rozpaliły kaganek nadziei na lepsze czasy. Cieszy fakt, że dobrych płyt znów robi się coraz więcej. Jest czego słuchać, jest z czego wybierać. Oto, co spodobało mi się w roku 2000:

1. Brian McDonald - Wind It Up
Mój absolutny faworyt, jeśli chodzi o dzieła wydane w 2000 r. Można poczuć się jak muzyczny podróżnik w czasie do przełomu lat '80 i '90. DOSKONALE zreplikowane brzmienia wypracowane niegdyś przez Def Leppard, Bue Tears i Winger... zresztą pojawia się tu i Reb Beach z tej ostatniej formacji i wymiata jak dawniej.

2. Sinergy - To Hell And Back
Bardzo energetyczny, mocno gitarowy melodic metal z damskimi wokalami jako alternatywa do Children Of Bodom, gdzie zresztą również udziela się wioślarz Alexi Laiho. Drugi album formacji jest dużo dojrzalszy od debiutu i uzbrojony jest w większą ilość przebojowych utworów. Polubiłem od pierwszego zetknięcia się z płytą.

3. Cradle Of Filth - Midian
Fani "Kredek" są zazwyczaj bardzo podzieleni, jeśli chodzi o wybór najlepszego ich dzieła, ale... to bez znaczenia. Nie da się ukryć, że to "Midian" jest najbardziej melodyjne, technicznie zagrane i posiada najlepiej dopracowane brzmienie. Ciężki metal, choć już nie do końca black, jednak mroczny i tajemniczy oraz miły w odsłuchu.

4. King Diamond - House Of God
Po zmianach w składzie drużyna Kinga Diamonda przypomina się ze swoim dziewiątym albumem studyjnym. Dzieło trzyma poziom bezpośrednich poprzedników, ale co mnie cieszy najbardziej, kilka nagrań muzycznie ociera się o geniusz króla metalowej grozy znany z jego klasycznych wydawnictw. "Just A Shadow" mogłoby znaleźć się na "Abigail", a "Black Devil" na "The Spiders Lullabye"...

5. Symphony X - V: The New Mythology Suite
W mało ciekawych muzycznie czasach na odsiecz zawsze przybywało Symphony X mieszając metal progresywny z graniem neoklasyczno-symfonicznym. Raz jeszcze ekipa skupiona wokół Michaela Romeo udowodniła, że należy do ścisłej czołówki w gatunku metalowego progresu.

6. Iron Maiden - Brave New World
Nie to, by krążkom z Blazem można było coś zarzucić, ale Bruce Dickinson wydaje się być integralną częścią zespołu, toteż wszyscy niecierpliwie czekali na jego powrót w szeregi Żelaznej Dziewicy. Oto wrócił, a wraz z nim nastąpił powrót załogi do dawnej formy. Najlepsze dzieło Ironów od czasu "Fear Of The Dark".

7. Teer - Teer
Prawdziwa gratka dla fanów melodyjnego hard rocka w stylu Firehouse, Shark Island i Steelhouse Lane. Produkcja krążka mogłaby być lepsza, ale i tak nie ma co narzekać, gdyż mamy melodie w ulubionym stylu, dobrego wokalistę, chórki i profesjonalne, gitarowe solówki.

8. Rob Rock - Rage Of Creation
Bardzo udany solowy debiut Roba Rocka, wokalisty Impellitteri. No właśnie, zaprezentowany na tym albumie materiał mocno przypomina dokonania Impellitteri, przy czym dla mnie to nie wada. Miło usłyszeć grę Roya Z (odpowiedzialnego również za produkcję) i gościnne występy Jake'a E. Lee.

9. Racer X - Technical Difficulties
Mocny hard rock nastawiony na gitary i oczywiście ze spora dawką wymiatania od Paula Gilberta. Połowa kompozycji wprawdzie jakoś szczególnie nie ujmuje, za to te lepsze są na naprawdę wysokim poziomie. Dodatkowy plus za udane utwory instrumentalne.

10. Yngwie J. Malmsteen - War To End All Wars
Z jednej strony najsłabsze z dotychczasowych dzieł Yngwiego, z drugiej strony naturalna kontynuacja udanego "Alchemy". Pod względem kompozycyjnym bez zaskoczenia, szwedzki wirtuoz gitary robi dokładnie to, co zawsze. Kto szuka neoklasycznej pirotechniki, ma 100% gwarancji, że ją tutaj znajdzie.
Do powyższej listy z pewnością należałoby jeszcze dorzucić kilka pozycji takich jak nowe dzieła Mötley Crüe, Axela Rudiego Pella, HammerFall, AdrianGale, AC/DC, Fates Warning, Damned Nation, Alfonzetti, FireHouse, Danger Danger, Millennium, Nevermore, Street Talk, Two Fires, Stratovarius, Behemoth (rzeźnia), Morbid Angel (znów rzeźnia) i Ten.