Whitesnake - Forevermore [2011]

Whitesnake - Forevermore

Whitesnake - Forevermore

Wydawca: Frontiers Records / Warner Japan / Zoom
Rok wydania: 2011

  1. Steal Your Heart Away
  2. All Out Of Luck
  3. Love Will Set You Free
  4. Easier Said Than Done
  5. Tell Me How
  6. I Need You (Shine A Light)
  7. One Of These Days
  8. Love And Treat Me Right
  9. Dogs In The Street
  10. Fare Thee Well
  11. Whipping Boy Blues
  12. My Evil Ways
  13. Forevermore
  14. Slide It In (live) [bonus w specjalnej edycji]
  15. Cheap An' Nasty (live) [bonus w specjalnej edycji]

Skład: David Coverdale - śpiew; Doug Aldrich - gitara; Reb Beach - gitara; Brian Tichy - perkusja; Michael Devin - gitara basowa

Produkcja: Los Bros Brutalos (David Coverdale, Doug Aldrich i Michael McIntyre)

Po dobrze przyjętym albumie Good To Be Bad ekipa Coverdale'a zajęła się głównie koncertowaniem, na kolejny krążek studyjny przyszło fanom czekać do roku 2011, ale czekanie opłaciło się. W międzyczasie Covi wymienił całą sekcję rytmiczną w grupie, jednak nie ma to większego znaczenia, bo kompozytorami całego materiału i tak jest on i Doug Aldrich.

Wypadałoby przedstawić nieco dwóch nowych muzyków w zespole. Perkusista Brian Tichy jest mimo wszystko dość dobrze znany, przynajmniej miłośnikom dobrej muzyki rockowej, wszak bębnił dla Ozzy'ego Osbourne'a, Billy'ego Idola, Foreigner, czy grał z Zakkiem w Pride & Glory. Nieco mniejszą sławą cieszy się jak na razie basista Michael Devin, chociaż słyszeli o nim ci, co znają twórczość Lynch Mob i Kenny'ego Wayne'a Shepherda. Z innych dość istotnych zmian związanych z opisywaną płytą jest przejście Białego Węża do stajni Frontiers Records, wytwórni nadzwyczaj skutecznej w skupianiu gwiazd z dawnych lat. Taaak, Włosi skaptowali wreszcie i kompanię Coverdale'a. We wstępie wspomniałem, że komponowaniem materiału zajmuje się David z Dougiem. Aldrich, wiadomo, znalazł się w szeregach formacji dlatego, że idealnie odgrywał partie Sykesa i potrafi układać ścieżki w podobnych klimatach. No właśnie, to jaką w takim razie rolę w zespole pełni doskonały wioślarz Reb Beach? Czyżby był tylko sidemanem do wynajęcia? Tego do tej pory jakoś pojąć nie mogę... Zajmijmy się samym materiałem. Oczywiście mamy rasowego hard rocka, takiego, jakiego Whitesnake prezentowało już w latach '80 i na poprzedniej płycie, z tym że brzmieniowo jest nieco ostrzej niż w klasycznych dla tej kapeli czasach. Steal Your Heart Away to zacny otwieracz wydawnictwa, urzekają już zadziorne riffy ze wstępu. Stylistycznie i melodycznie kawałek przywodzi mi na myśl czasy pamiętnego albumu Slide It In, więć fani twórczości Węża z tamtego okresu będą wniebowzięci, tym bardziej że Coverdale gardła wcale nie zamierza tu oszczędzać. Owszem, słychać, że przybyło mu lat, lecz jego głos jest wciąż na tyle silny, by dawać radę w takich nagraniach. All Out Of Luck startuje "wyścigowo", z siłą rozpędzającego się samochodu rajdowego, by przejść w bardzo chwytliwy dla ucha riff, który bardzo mi się podoba. Kawałek może trochę nietypowy jak na Whitesnake, bo da się tu wyczuć więcej wpływów funka, ale mi to odpowiada. Coverdale natomiast śpiewa jak zawsze, tu niespodzianek zbytnich nie ma. Na pozycji trzeciej singlowe Love Will Set You Free teledyskiem promujące wydawnictwo. Kompozycja uzbrojona jest w dobre zagrywki, mocne zwrotki i rewelacyjne przedrefreny, natomiast moim zdaniem kompletnie leżą refreny. Z tego też powodu dziwi mnie, dlaczego akurat to nagranie wybrano do promowania krążka, skoro dwa poprzednie są od niego lepsze. Już wiem, w zwrotkach i przedrefrenach David śpiewa po prostu dokładnie tak, jak w czasach klasyka Whitesnake 1987. No i mamy słowo "love" w tytule, co też jakoś usprawiedliwia wybór ;). Kobiety mogą się ze mną nie zgodzić, ale raczej słabszym momentem płyty jest balladowe Easier Said Than Done. W moim odczuciu piosenka w ogóle nie ma startu do takich nieśmiertelników jak choćby Is This Love. Tutaj grupa gra w ogóle mało "whitesnake'owo", raczej zbliża się do drugoligowych, AOR-owych kapel. Szkoda. Za to świetnie muzycy radzą sobie w wybitnie hard rockowym numerze Tell Me How. Przede wszystkim wspaniały riff na starcie już nastraja mnie optymistycznie. Powiem więcej, ścieżka trzyma wysoki poziom od początku do końca, a w refrenach głos Davida Coverdale'a brzmi jak za starych dobrych lat. Nie wiem, czy podciągnięto go jakoś w studiu, czy może David miał w momencie nagrywania utworu zajebiście dobry dzień, w sumie to przecież mało istotne gdy słucha się kawałka z płyty. Po prostu bomba i jak dla mnie obok drugiego numeru z zestawu najlepszy numer tego wydawnictwa. Może to syndrom zbyt dobrego poprzednika, ale nie trafia już do mnie kolejne I Need You (Shine A Light). Tu trochę "hippisowskich" klimatów nawiązujących jakoś do muzyki końca lat '60, co nie za bardzo mi odpowiada. Nie chwytają mnie tutejsze riffy i nic na to nie poradzę. Nawet David, choć zdziera tu gardło niemiłosiernie, nie będzie Janis Joplin. Nie przekonuje mnie też ballada One Of These Days, która w moim odczuciu jest zbyt "ogniskowa" i nie pasuje do formatu gwiazdy, jaką jest niewątpliwie Whitesnake. Z drugiej strony rozumiem, że jest to chwyt marketingowy, komercyjny, bo w Stanach jest cała masa fanów muzyki country w jej najprostszej odmianie i tam się to pewnie doskonale sprzeda. Jest szansa, że tam album zakupią też gospodynie domowe ;). Dalej Love And Treat Me Right, które od razu trafia w moje ucho. To takie Whitesnake, jakie lubię - hard rockowe, zadziorne, nawiązujące silnie do epoki Slide It In / Whitesnake 1987. Porządny rocker i uważam, że właśnie tak drużyna Coverdale'a powinna grać i trzymać się owej sprawdzonej formuły. Dogs In The Street powinien spodobać się tym, którzy czekali, aż wreszcie Biały Wąż zaprezentuje coś w klimatach płyty Slip Of The Tongue. Vaia i jego pirotechniki tu wprawdzie nie ma, ale stylistycznie jest bardzo blisko, tu też mamy świetne solówki i niemal jestem gotów się założyć, że w tym kawałku większy udział miał wreszcie Reb. Wspaniała rzecz. To mnie cieszy. Obawiałem się, że Fare Thee Well będzie balladą i obawy okazały się słuszne. Mimo wszystko utwór ten trawię jakoś bardziej, niż dwie ballady poprzednie, może dlatego, że tym razem bliżej jest stylistyki z Restless Heart. Mimo iż było tam granie dość łagodne, zawsze bardzo ceniłem sobie tamten krążek. Powrót do rocka granego z iście bluesowym zacięciem mamy w Whipping Boy Blues. Na myśl przychodzą od razu obrazy z delty Mississipi, trochę dziwnie brzmi "schowany" głos Davida we wstępie, ale ogólnie cały numer jest zacny. Nie dam złego słowa powiedzieć na temat tego kawałek. My Evil Ways to też zgrabny rocker, gdzie Covi śpiewa, jakby był o połowę młodszy, a i niemłodzi już wioślarze wiosłują dziarsko z młodzieńczą werwą. Warto dodać, że ścieżka rozpoczyna się od serii przejść odegranych na perkusji, co pozytywnie zaskakuje. Rock'n'rollowa jazda bez trzymanki i tylko panom pogratulować tutejszej dawki energii. Płytę zamyka tytułowe Forevermore, które jest długą, ponad siedmiominutową balladą. I tym razem akurat wcale mi to nie przeszkadza, bo numer jest naprawdę bardzo nastrojowy, zagrany z odpowiednim wyczuciem, zwyczajnie cudowny. Co najważniejsze, mocno zachęca do odsłuchania krążka po raz kolejny, a nie zapowiada się, by krążek ten szybko zszedł z wieży.

Moim zdaniem album zdecydowanie lepszy od swego poprzednika, z większą ilością hitów. Może trochę ogólne wrażenie psuje połowa ballad, ale to tylko moje prywatne odczucie. Część hard rockowa płyty jest po prostu zacna. W całościowym rozrachunku dostałem takie Whitesnake, na jakie czekałem. Nowe dzieło Białego Węża oczywiście gorąco polecam, można kupować w ciemno.

Oficjalna strona zespołu: www.whitesnake.com