
Overland - Diamond Dealer
Wydawca: Perris Records
Rok wydania: 2009
- Train Train
- You Lift Me Up
- Where Is The Love
- Brave New World
- Roll Back The Years
- City Of Dreams
- I'm Still Breathing
- Rise
- Hearts Don't Lie
- After The Storm
- Bring Me Water
- Coming Home
Skład: Steve Overland - śpiew; Tor Talle - gitara, instrumenty klawiszowe; Martin Kronlund - gitary; Henrik Thomsen - gitara basowa; Imre Daun - perkusja; Egil Orvedal - instrumenty klawiszowe
Produkcja: Martin Kronlund
Fanom AOR-u i hard rocka Steve'a Overlanda szczególnie przedstawiać nie trzeba. Wypada jednak wspomnieć, że w swojej karierze wokalista ten śpiewał w Wildlife, potem w najbardziej chyba znanej z całego zestawu brytyjskiej formacji FM, ale też w Shadowland (razem ze Stevem Morrisem z Heartland) i The Ladder, a wszystkie te projekty to muzyka spod znaku melodyjnego rocka. Po latach śpiewania naszła Steve'a ochota na karierę solową.
Najpierw w 2008 r. wokalista pod szyldem Overland w kooperacji z wytwórnią Escape Music wydał pierwszy solowy krążek zatytułowany Break Away. Wprawdzie nie było to jakieś dzieło sztuki, ale prezentowało na tyle przyzwoity materiał, że spodobało się miłośnikom AOR-u, choć niektórzy woleliby zapewne, by nowe kompozycje przypominały dokonania FM.. Kując żelazo póki gorące, na fali popularności tej płyty muzyk zdecydował się szybko zarejestrować drugi album firmowany swoim nazwiskiem i w 2009 r. nagrał Diamond Dealer. Szczerze mówiąc, to owo wydawnictwo jest dużo lepsze od debiutu i z pewnością warto się z nim zapoznać. Premierowe kawałki razem ze Stevem napisał Tor Talle, gitarzysta i klawiszowiec, którego przedstawił Overlandowi szef wytwórni Escape Music, sugerując zresztą przy tym, by muzycy skupili się bardziej na klasycznie AOR-owym graniu w stosunku do "jedynki". Po 12 miesiącach pracy mamy wreszcie Diamond Dealer. Na pierwszy ogień idzie całkiem udane nagranie o tytule Train Train. Ekipa Overlanda balansuje tu sprytnie między stylistyką prezentowaną przez Storytellera (tak mniej więcej chodzą tu klawisze) a Bon Jovi z ich najlepszych czasów (rytmika i podkłady basowe żywo nasuwają na myśl największe szlagiery ze Slippery When Wet), wszystkiego dopełnia doskonale znana barwa głosu Steve'a. Jak słychać, wypróbowane wzorce sprawdziły się i tym razem. Drugie w kolejce You Lift Me Up to wciąż stylistycznie AOR, gdzie doszukać się można podobieństw do takich klasyków jak Diving For Pearls, chociaż momentami zadowoleni powinni być też i fani Gianta czy Van Halena. Takich kawałków aż chce się słuchać. Ze względu na duże pokłady melodii i dość łagodne brzmienie nazywam je "przyjaznymi radiu". Od klawiszowego wstępu w stylu, jakim lubię, rozpoczyna się Where Is The Love. Podobnie zaczynała się płyta Marcello-Vestry i od razu bliźniacze nuty podsuwają mojej świadomości owo wydawnictwo. Przede wszystkim oba krążki brzmią tak, jakby były wydane w latach '80 i ciężko jest chyba o lepszą rekomendację dla sympatyków melodyjnego rocka. "Dżunglowymi" dźwiękami startuje Brave New World i ten numer z całego setu najmniej do mnie przemawia, choć zły nie jest. Muszę po prostu mieć naprawdę szczególny nastrój, by słuchać takich rzeczy. Trochę kołysankowo, trochę popowo i myślę, że najszybciej docenią go przedstawicielki płci pięknej. Ja wolę rzeczy takie jak następny w kolejności Roll Back The Years, gdzie pojawia się całkiem zgrabny hard rockowy riff, a dodany charakterystyczny, niby to hammondowy "klawisz" nasuwa skojarzenia z twórczością Gianta (ba, nawet głos Steve'a silnie przypomina tu barwę Danna, choć ogólnie śpiewa on łagodniej). Tak trzymać, chłopaki, a będzie super, sięgnę chętnie po wasz kolejny album. City Of Dreams już bardziej sztampowe, jakby muzykom zaczynało pomału brakować pomysłów. Gdzieniegdzie raz jeszcze rytmika kojarząca się ze starym Bon Jovi, same melodie natomiast osłuchane tysiące razy na AOR-owych wydawnictwach. W rytmikę reggae wchodzi grupa nieśmiało w I'm Still Breathing, wciąż zachowując jednak standardy AOR-owe. Większości słuchaczy lubiących ten gatunek utwór się spodoba, choć ciężko się nie przyczepić faktu, że już gdzieś się to wszystko słyszało. Rise brzmi w zwrotkach nadzwyczaj łagodnie, nawet jak na AOR, więcej energii pojawia się w refrenach, z tym że do jakiegoś hard rockowego pazura nadal jest daleko. Niezłe jest Hearts Don't Lie, aczkolwiek niepotrzebnie w podkłady perkusyjne wrzucono tu "popowe" syntezatory, przez co nagranie momentami zbliża się do "ballad" boysbandów jak Take That czy New Kids On The Block. Ale ogólnie można to zignorować, a z czasem nawet się do tego przyzwyczaić ;). Jedną z najlepszych kompozycji na krążku jest After The Storm, które wędruje gdzieś w klimaty Foreigner / Sunstorm. Warto zauważyć, że nawet głos Overlanda podchodzi momentami pod Turnera... Dobrze, że zespół podążył w tym kierunku, bo po kilku poprzednich numerach zaczynałem się zastanawiać, czy to wciąż jeszcze AOR, czy może już pop. Do Bring Me Water mógłbym wystosować podobny komentarz jak przy poprzedniku, ale tu dodatkowo jeszcze dochodzą specyficzne podkłady jakże charakterystyczne dla Diving For Pearls. Nie jest to nic technicznie skomplikowanego, lecz potrafi cieszyć ucho. Na zamknięciu płyty mamy balladowe Coming Home, które zdoła wyciszyć i uspokoić nawet największego nerwusa. Jak nie trudno się domyślić, kawałek bardzo nastrojowy, trochę kojarzący mi się z bożonarodzeniowym klimatem, bo ma w sobie coś z uroku rodzinnych świąt.
Album bardzo wyrównany, klimatyczny i zarazem pozbawiony jakichś pirotechnicznych szaleństw. Ze względu na swoją melodyjność płyta może mieć pewien potencjał komercyjny i w zasadzie nie może się nie podobać. Określiłbym ją jako wypadkową Diving For Peaals, Storytellera, łagodniejszych ścieżek FM, debiutu Gianta, wolniejszych utworów Marcello-Vestry czy Foreignera. Płyta warta kupienia i sympatycy AOR-u mogą bez oporów pomyśleć o rozbiciu swoich "świnek-skarbonek".
Oficjalna strona Steve'a Overlanda: www.overland-shadowman.com