Accept - Blind Rage

Accept - Blind Rage

Wydawca: Nuclear Blast Records
Rok wydania: 2014

  1. Stampede
  2. Dying Breed
  3. Dark Side Of My Heart
  4. Fall Of The Empire
  5. Trail Of Tears
  6. Wanna Be Free
  7. 200 Years
  8. Bloodbath Mastermind
  9. From The Ashes We Rise
  10. The Curse
  11. Final Journey
  12. Thrown To The Wolves [japoński bonus track]

Skład: Mark Tornillo - śpiew; Wolf Hoffmann - gitary; Herman Frank - gitary; Peter Baltes - gitara basowa; Stefan Schwarzmann - perkusja i instrumenty perkusyjne

Produkcja: Andy Sneap

Accept to jedna z grup, które poniżej pewnego poziomu nie schodzą. Od roku 2009, kiedy to niemiecka formacja reaktywowała swoją działalność, rejestruje kolejne udane płyty z wokalistą Markiem Tornillo w swoich szeregach, a Blind Rage to już trzecia pozycja w dyskografii Accept z tym gardłowym... i chyba z tych trzech najlepsza.

No właśnie, czternasty studyjny album Accept nieźle radzi sobie na rodzimym rynku niemieckim, bowiem tamże dotarł do pierwszego miejsca na listach sprzedaży i jak do tej pory jest to najlepszy wynik grupy Hoffmanna. Niemcy, mimo iż nie ma już z nimi charyzmatycznego lidera Udo Dirkschneidera, dalej łoją klasyczne hard'n'heavy, czyli mieszankę hard rocka i heavy metalu. Dodam, że nadal robią to jak należy. Nowy wokalista dobrze dopasował się do stylistyki obranej przez Accept, co zresztą udowodnił już na dwóch poprzednich krążkach. Blind Rage ma jednak coś więcej, mianowicie w kompozycjach jest większa ilość chwytliwych melodii. Płytę rozpoczyna szybki i dynamiczny numer Stampede. To ponad pięciominutowa jazda bez trzymanki, do której nakręcono teledysk w górach na kalifornijskiej pustyni i którą wydano na singlu. Jest ostro, szybko, nie zabrakło też szaleńczej gitarowej solówki (i nie trwa ona tylko 4-5 sekund, jak to często spotyka się w dzisiejszych czasach u innych kapel). Kawałek zacny, ale szczerze mówiąc wolę kolejny Dying Breed. Ten jeszcze bardziej przypomina czasy z Udo za mikrofonem i jest bardziej hard niż heavy. Pojawiają się tu fajne chóry, aczkolwiek od razu słychać, że to powielenie pomysłu wcześniej znanego choćby z Teutonic Terror. Da się też wyczuć podniosłą, niemal bitewną atmosferę. Jeśli myślicie, że to już szczyt możliwości tej ekipy, to posłuchajcie Dark Side Of My Heart. Rewelacyjny hard rock nawiązujący do epoki, gdy mikrofon dzierżył David Reece. Bardzo melodyjny numer, od razu wpadający w ucho i gwarantuję, że chce się go słuchać przynajmniej kilka razy z rzędu. Fall Of The Empire łączy w sobie to, co najlepsze w Accept z elementami muzyki Savatage z końca lat '80. Znów fajnie aranżowane chórki, a myślę, że spodobają się one i fanom power metalu, metalu rycerskiego. Co do linii wokalnych, idę o zakład, że gdyby tu śpiewał Dirkschneider, brzmiałoby to podobnie. Kolejne w zestawie Trail Of Tears to już heavy/power metalowa galopada, taka trochę w tempie i na wzór sławetnego Aces High Iron Maiden. Strukturalnie utwór bardzo prosty, wpadający jednak w ucho. Dla kontrastu dalej mamy na wpół balladowe nagranie Wanna Be Free. We wstępie trochę nieprzesterowanych gitar, tempo ogólnie ze trzy albo i cztery razy wolniejsze, ale przede wszystkim już bardziej przemyślane aranżacje. Warto jeszcze zwrócić uwagę na wprowadzenie do solówki, którego nie powstydziliby się panowie ze Scorpions. Jednym z moich faworytów na tym krążku jest kawałek 200 Years. Przede wszystkim nadzwyczaj zgrabny riff i brzmienie, które przypomina mi jakże lubianą przeze mnie pierwszą solową płytę Dona Dokkena, Up From The Ashes (gdzie zresztą grał również Peter Baltes). Do tego jeszcze coś z Fifth Angel, czyli rarytas, prawdziwa uczta dla uszu. Wszystko przemyślane i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, ani jednego zbytecznego dźwięku. Bloodbath Mastermind to już rzecz jeszcze szybsza, krzyżująca trochę Dokken z Accept znanym z czasów Balls To The Wall czy Objection Overruled. Smaczku dodają fajnie pracujące gitary, choć nagranie pozostaje trochę w cieniu niesamowitego poprzednika. Powrót do hard rocka następuje w kompozycji From The Ashes We Rise. Doszukać można się podobieństw do AC/DC i Scorpions, chociaż oczywiście nadal brzmi tu stare dobre Accept. Raz jeszcze świetna solówka, których na płycie jest niemało. The Curse rozpoczyna się jak jakaś zaginiona ścieżka Running Wild, ale dalej jest wolniej i klimat zmienia się na coś w rodzaju solowego Dio lub kawałków Black Sabbath z Tonym Martinem. Nie ma wprawdzie szybowania po najwyższych dźwiękach skali, jest za to falset Tornillo i to wystarczy. Raczej spokojne nagranie, mimo że w lirykach dosłyszeć się można "no more mr. nice guy" ;). Album jakby klamrą zamyka Final Journey, szybki heavy/power metalowy numer nawiązujący do początku płyty. Jest jak najbardziej poprawny, choć na krążku można znaleźć dużo ciekawsze od niego kompozycje. Japońska publiczność dostała jeszcze jako bonus całkiem fajny kawałek zatytułowany Thrown To The Wolves. To gratka dla tych, którzy chcieliby mieć powtórkę z płyty Balls To The Wall. W moim wydaniu albumu tego nagrania nie ma, ale za odwiedzanie YouTube jak dotąd chyba kara nikogo nie spotkała ;).

Niemieccy weterani hard'n'heavy zaskoczyli mnie bardzo pozytywnie. Blind Rage to wydawnictwo sumarycznie lepsze od swoich dwóch poprzedników, a przy tym jedna z najlepszych płyt Accept w całej ich dyskografii. Do mnie część krążka "hard" trafia bardziej niż część "heavy", ale to już standard. Jedna z najlepszych płyt roku 2014 - polecam ją przede wszystkim fanom Accept i Sinnera, ale miłośnicy np. Dokken czy Scorpions też znajdą tu coś dla siebie.

Oficjalna strona zespołu: www.acceptworldwide.com